Monday, August 07, 2006

Thursday, July 27, 2006

ostatnie czasy lezenia, kompletnie nic (slownie nic) nie robienia daly, o sobie znac dokladnie w momencie gdy wychodzilem na umowione spotkanie. rany - tak mi sie nie chcialo wyjsc z wyra, tak mi sie nie chcialo odlozyc lotnika od tv, usunac chipsy i cole z drogi pomiedzy wyrem a drzwiami oraz opuscic moje dziewczyny z gilmoore - jak nigdy, nigdy wczesniej. zero sil witalnych a wiecej wdzieku, gracji i wogule wiecej niz ja wczoraj czegokoliwek, miala nawet bakteria z 'bylo sobie zycie'.
a tu spotkanie...
i to takie wiecie...
myslalem ze potrwa to wszystko chwile. piwko, no moze dwa. spotkamy sie o 17.00, gora o 20 bede w domu. nie, nie, nie - nie ma tak lekko.
spotkanie 21. - ok - na kabaty wroce ostatnim metrem. i jak zaczelismy o 21. tak o 6 rano dopiero pojawilem sie w domu.
i powiem wam tak:
- cala noc na hamaku i na dodatek pod grusza, zimne piwko przynosza, o 24 zaczyna grac jakis jazzujacy band podobny troche do muzykoterapii - tylko wiecej w nim electroniki wszelakiej wiec lepiej ;]... bylo naprawde ok.
a w momencie gdy zmeczenie dawno mielo a jego miejsce zajela chec produkowania sie wiec gadalem, gadalem, nawijalem, a on sie patrzy i zadaje takie jedno, jednyne i na te chwile najodpowiedniejsze pytanie...
i w tym momencie w glowie grac mi zaczyna eliane elias 'i fall in love to easily' (kto slyszal ten wie...)

Tuesday, July 25, 2006

so i started to dance... yeah!

napiecie miedzy nami takie ze moznaby oswietlic wroclaw... caly wroclaw... caly...

tatuaze sa dwa. jeden jest lekko pod karkiem, drugi za to konczy sie tuz nad tylkiem. i to wlasnie na nie moje towarzystwo zwrocilo wpierw uwage. ja do soboty oczywiscie widzialem tylko oczy (hue hue). i to jeszcze z czasow piekarni starej gdy tam sie chodzilo i tylko tam. panstwo pamietaja jak to bylo: widzisz czlowieka raz, drugi, trzeci na imprezie tu, pozniej na afterze tam, to za czwartym juz sobie czesc powiecie i znajomosc kwitnie. pozniej jeszcze widywalismy sie w uto i w lema ale w tamtym okresie bywal tam juz ze mna tomek, wiec znajomosci ot tak ciagnac nie moglem - a tak prawde mowiac chyba nie w glowie mi to bylo wtedy.
a teraz?
- a teraz nie ma juz takich imprez po ktorych by sie chcialo na aftery chodzic (i to jest tylko powodem a nie ze latka leca!).
- a teraz, od soboty, przez intensywnosc i jakosc kontaktow chyba, snia mi sie te jego tatuaze... mozna powiedziec ze gabryski zreszta tez bo jak sie okazalo, ona i on maja taki sam nad tylkiem - tyle tylko ze ona ma dwa razy wiekszy - tatuaz w sensie.
oraz: i tak wiadomo, ze chodzi o odglos paszcza generalnie wiec nie podniecajmy sie za szybko... ;]

Tuesday, July 18, 2006

no nie mozliwe ale bedzie o torebkach...
szczur ma taka jedna, kompletnie nie praktyczna, do ktorej nic sie nie zmiesci waznego, procz portfela i komy. dla niego to nie istotne - paraduje z nia przez miasto 24/7 - a kazda uwage o torbie swojej zbywa, krzyczac wszem i wobec, ze w niej wszystkie skarby swoje ma i mu dobrze.
no ok. - on z nia chodzi nie ja.
ja mam fajniejsza. a w niej wszystko co potrzebne. cala dyskografia moloko na kazda okazje i solowa roisin ofcourse, filmowy francis lai - no bo wow, najnowsza czesc epopeii george'a rr. martina (w sumie ma jakies 9 000 stron - a juz przeczytalem z 1/3 i nie pogubilem sie w 200 glownych bohaterach co wielkim sukcesem jest - nadmienie), 3 zapalniczki (bo ja kleptoman), gumy, gumy i tic tacki, baterie do discMENA, notes i pare innych drobiagow waznych oczywiscie - zadko uzywanych. a do tego jest cala zielona - z logo moby'ego na froncie (niestety nie z serii little idiot - tylko hotel).
teraz sie okazuje, ze to co made in america wcale takie dobre nie jest. po sobotniej nokii zip wogole juz nie zipie w torbie mojej i dzis w metrze, najnormalniej w swiecie 2 podstawowkowych gowniarzy - lub gimnazium jeden hooj i tak wystarczy 30% na maturze (co za czasy) - kome mi chcialo z niej wziac i droga kradziezy zajebac.

Thursday, July 13, 2006

and the heat coming from this beat

w dupie mam to slonce - poparzenie heinekenowskie mnie dobija i od 3 dni poruszam sie w cieniu a najchetniej tylko noca.
jak co roku nigdy wiecej!
tak naprawde jedynym plusem tego calego goraca jest widok szczura w samych gaciach...
- baby, can't you seeee-ih?
- how these clothes are fitting on meeeee-ih ?

i nic wiecej.
;]

oraz: opadla mi kopara gdy zobaczylem najnowszy klip dody. no normalna ameryka made in poland. oklaski tylko za ujecia z plazy! cyc na wierzchu, tylek skacze, fun i szal cial, the kiss...
i o to chodzi, i o to chodzi !!! (w dody targecie oczywiscie...)
open'er mial iscie niemiecka organizacje, teraz taki klip... cos sie rusza wiec trzeba sie wziac za robote chyba...

Wednesday, July 12, 2006

wanna have fun...

saper of music - wybuchowy album letnich przebojow - to cie rozjebie!
najlepsza wakacyjna wiazanka: nie ma chuja, jebac policje, sam se ciagnij, kurwa stara i inne!
album hitow - bez kitu! bez liku! lick me!
wakacyjny album goracy jak cipa brazylijki podczas karnawalu...
slonce, plaza, sex i aids
takie rzeczy tylko w lesie
bierz ja poki goraca
no i moj ulubiony: kup nie pierdol

a finalnie i tak wybrali IV rp.

Monday, July 10, 2006

i wanna be a guitar player...

nie dosc, ze na wrogiej ziemi siedze caly dzien, to do tego w hooj goraco.
antonio - ho caldo...

aby cos sie chcialo, na manu chao panstwo heinekenowie zaczeli przemycona z sektora swojego wodke rozlewac. tak wiec gdybym z czwartku cos pamietal to moze i potwierdzilbym gadanie, ze placebo piewszego dnia bylo slabe...
niestety - poczatek jeszcze jak cie moge, pozniej jednak, najnormalniej w swiecie film mi sie urwal.
a w piatek - ona.
nie bede pisal - wystarczy ze sa zdjecia - ale mozecie sobie wyobrazic co sie ze mna dzialo gdy, skin podwinela podkoszulke gitarzysty swego i gryzac mu suta spiewala why don't you weep when i kiss you?
ehhh...
jak w tytule prosze panstwa, jak w tytule ;]

generalnie w ciagu tych paru dni najlepszy byl coldcut, kanal audytywany i absolutne wow na wowy - basement jaxx.
...take me back to your house...
... :] ...


z ostatniej chwili:
mocky zagra obok psb 9.09 w wawie
oraz:
nie bylem dalej niz w sopocie. baaa... nawet nie czmychnalem w sobote rano z sopockej plazy, gdy najwieksza chec na pojechanie dalej mnie wziela... dla mnie bomba.
oraz2: czy ktos z panstwa tez uwaza, ze heath ledger jako aktor w brokeback mountain, slaby byl ?

Wednesday, July 05, 2006

jestem idiota. klasycznym, encyklopedycznym kretynem. przez ostatnie 3 miesiace wariowalem dla hooj wartego, wyimaginowanego idealu. ba... juz nawet z trudem przypominalem sobie czy i o co mielismy jakies roznice zdan. bylo ich duzo - to wiem napewno... - ale jakas calkowita amnezja mnie ogarnela w ostatnim czasie i nic tylko super kurwa bylo. ever!.
ni hooja!
nie bylo. nie jest. nie bedzie.
to najwiekszy ciec jaki jest. wydzwania do mnie wraz ze swoim nowym kolega, drze morde w sluchawke, strzela jakimis malowyszukanymi epitetami i generalnie ma jakies, kompletnie mi nie zrozumialy, z tego fun...
nozeszkurwa.
i dobrze... kazdy taki phone to kolejny gwozdz do trumny. nigdy wiecej, zadnego 20 letniego gowniarza... nie!
i wkurwia mnie nie to ze dzwoni tylko to, ze uwaza takie telefony za super, ekstra i szalowy pomysl.
w tym momencie calowicie mi minelo. end of story i wypierdalasz z mego pueblo!
a jeszcze pare takich fonow i jak sie wkurwie to tez sobie podzwonie... a o tym czy pierwsza bedzie mamusia czy akademik zadecyduje moneta.

Friday, June 30, 2006

before the night is over i wanna shake the question i wanna leave it for now without another mention...

tomek dzwoni...
- chce znow moc byc i niczego nie ma mi za zle...
odlozylem sluchawke...
wkurwiony dzwoni znowu...
- czy ja juz nic i dlaczego? i jezeli ja juz nic i wogole to zebysmy sie chociaz pozegnali normalnie.
- zegnam powiedzialem i odlozylem sluchawke...
dzwoni znowu...
- dobrze ze juz nie jestesmy razem...
- ano dobrze...
i z zimna krwia odlozylem sluchawke...




teraz czekam az zaczne wrzeć. a wy w miedzyczasie mozecie byc ze mnie dumni. bo naprawde, jak nigdy wczesniej, jestem przekonany, ze dobrze robie...
chyba...

Wednesday, June 28, 2006

siedze sobie kuluralnie w kulturalnej, sacze zimne piwko, gadam a w myslach probuje ustalic ...skad ja go znam... wyglada jakby wlasnie uciekl ze stajni cazzo films. no, może byl troche i za chudy ale to wyszlo pozniej dopiero. jednak biarac pod uwage wachlarz jego umiejetnosci szybko się okazalo to nic nieznaczacym drobiazgiem...
oraz: widzialem kochankow z marony - hmmm...
a w robo jest 7 kolesi, a w tym 4 kolezanki...
pamietajmy - w pracy nie pierdolimy.

Friday, June 23, 2006

no dobrze...

tesknota we mnie siedzi jak drucik z miedzi wiec pojechalem sobie tam gdzie jechac nie powinienem i za to od szczura po lbie dostalem. zaraz po, marek dostal wypowiedzenie lokalowe, a dominik poszedl w odstawke (no jeszcze moze tak nie do konca i nie zbyt o tym kolega chyba wie lecz drastycznie ograniczylem kontakt wiec moze sie domysli).
a szczur... jak to szczur, dalej piekny cale zycie...
ostatnim hobby naszym byly wizytacje stolecznych knajp gay i friendly. najpierw szlismy tam z pewna doza niesmialosci ale pod haslem niech nas zobacza.
teraz moja noga to juz tam wiecej nie postanie. zadne rasko i galeria, zadne toro. nie ma mowy, no way i nigdy wiecej. to ja juz wole te swoje 'brudne' klimaty a'la le madame. tam chodziaz piwem sie czlowiek nie udlawi, gdy przy co kolejnym przeboju polski B. puszczanym przez 'puszczacza' z odpowiedni komentarz z glosnika slyszy
- a... t e r a z... d l a... m a r c i n a... o d... w i e l c e... k o c h a j a c e g o... k r z y s i a...-.
szczeka opada... gay remiza sie bawi.
a potem gadaja ze do tomby nie chodza a do utopi to juz wogole bo... i tu lista wlasnych kompleksow jako powody zostaje przekazana.
zawsze tez mnie intrygowalo skad biora ludzi do takich np. rozmow w toku, wybacz mi czy do idola.
gdzie znajduja takich emocjonalnych ekshibicjonistow ktorzy 4 milionom ludzi powiedza takie rzeczy, do ktorych ja, czasami sam przed soba nawet, bym sie nie przyznal.
no dobra do idola to sie sami zglaszali, ale w dalej nie rozumiem dlaczego. tak samo z karaoke.
na to moda nie zginela...
siedzimy sobie ze szczurem i z ewka, saczymy, az tu nagle, jak cos nie ryknie, jak nie zapiszczy. no jakis kot dachowiec ma ruje pewnie, albo inny dziki zwierz oszalal.
o nie, nie, nie...
to lazienkowi wokalisci, ci najbardziej odwazni ktorzy wyszli na srodek, wzieli mikrofon i dawaj, ile sil w plucach (a co to przepona?), dra sie, wydobywaja z siebie najprzerozniejsze dzwieki i zamykaja oczy coby przekaz ich taki bardziej emocjonany byl.
no emocjonalny to on jest.... mnie wszystko trzesie.
tylko po cholere te oczy zamykaja jak slow nie znaja?.
na ekran sie patrzec!!!
nie qmam - niemniej jednak bilem brawo - za odwage.
oraz: ehhh... :]

Tuesday, June 20, 2006

archive - lights

na dzis album #1 2006 roku.
i prawde mowiac nie sadze aby sie to mialo zmienic...

cudo...

Tuesday, June 06, 2006

i zeby tak jeszcze...

w mig lapal o co mi chodzi, czytal miedzy wierszami, nie chcial sie od razu wprowadzic, nie mowil jeszcze o nas 'my', nie rozpowiadal wszystkim swoim znajomym o mnie i jak bardzo mnie, nie wkrecal jeszcze do nich na proszone kolacje, nie chcial aby mu zalatwic prace, nie byl namolny, nie naciskal, nie planowal dnia ani wieczorow mi ani 'nam', i dal oddychac...
to nawet byloby ok.
ehh...






tomek tomek tomek where the fuck are you???.

Friday, June 02, 2006

kolejny @, kolejny wkurw, kolejna myslowka...

ale sie odetne...
jeszcze nie teraz, ale sie odetne...

Wednesday, May 31, 2006

new age vs. zlote przeboje

ostatnio na kabatach mamy prawdziwa bitwe muzyczna. szczur zaczal sciagac z sieci najwieksze polskie hity ...ever!
jarocka irena, villas viola, beti kozidrak , irene santor, edi geppert i w hooj innych...
no i niestety, czasami -przyznaje, ale TYLKO czasami- moje modern tracks podawane z odpowiednim, i jak bardzo wyszukanym komentarzem:
-to jest fajne a nie tamto co leci kurwa ...
nie tylko nie spotykaja sie z naleznym im szacunkiem i uwielbieniem od pierwszej nuty,ale przygrywaja z takim np:

Wymyśliłam Cię nocą przy blasku świec
Nauczyłam się Ciebie po prostu chcieć
Wystarczyła mi chwila niewielka
Byś imię miał, byś po prostu się stał...


very, very ...ze tak powiem, friendly.
ale co tam. cudze chwale swego nie znam wiec trudno, przynajmniej wiemy co robimy w najblizszy piatek o 20:15 wieczorem... ;]
tymbardziej, ze tvp (znow) postanowilo, ze w tym roku beda (znow) robic szoł w stylu oscarowym.
Ohhh... jak strasznie te ich starania lubie... dzielenie sie garderoba, braki mikrofonow, proby wleczace sie w nieskonczonosc i praca z ludzmi z wczesnego prl (w tym miejscu pragne goraco podziekowac wszystkim za telewizje komercyjne w polsce...)

oraz: ekscytacja u mnie tym wieksza, ze w tym roku pierwszy raz to wszystko przed telewizorem a nie pod opolska scena.
jedno jest tylko pewne i niezmienne: dym po tym :]

a dominik i ja przez cala noc...

kolejna z rzedu z reszta... :]

oraz krdr: robie pozyczke oki??? :] bo strasznie mi sie podoba...
a czytajacy jak nie znaja to niech sluchaja z glosnikiem na fulla - bo, mowie wam -to jest kurwa dobre!!! (zapytalem darka ile tego sprzedali w polsce: 91 szt. sic!)

Monday, May 29, 2006

haven't you heard absence makes the heart grow fonder, haven't you heard nothing good comes overnight... ?

szczur, uwolniwszy sie od namolnego fana swego (kolejny co szczura przed chwila zobaczyl i wyrwac chce... bo tak wlasnie jest, ze jak szczur do klubu wejdzie to sie opedzic nie moze... no chyba ze mu takze ktos w oko wpadnie najlepiej taki mr. K - o czym dalej bedzie), podchodzi, zostawia rzeczy moje z szatni przytargane i na kabaty jedzie pierwszym metrem.
zabralismy sie i my... tyle ze pieszo... najpierw sniadanie w szpilce, potem znow w kierunku bankowego...
no ze trzy godziny go odprowadzalem, ale na wieczor umowilismy sie w tombie. oczywiscie sie spoznilem... (here i am), na dole koncert jakis trans-angoli. chwila odsluchu -slabo- korzystamy z okazji ze na gorze pustki, zasiedamy na kanapach...
mialem wrocic ostatnim metrem, zadnemu jednak nie chcialo sie wychodzic... po koncercie na naszym pietrze zrobili karaoke...
ok - sila wyzsza - dobry moment na wyjscie...
zamiast na dol do szatni, idziemy pietro wyzej... i tak do 2 nie moge sie od czlowieka oderwac.
w tym przypadku wszystko dozuje (vide title)... chociaz jak tak czasmi mowi to ja mysle tylko o tym co mu zrobie jak go zlapie.

czy wiecie jak fajna jest starowka noca? a ze najepsze zapiekanki na emili plater tylko i to w wersji full dodatki?

wracam do domu... przychodzace smsy wprawiaja mnie w jeszcze lepszy nastroj.
dzis umawilismy sie na zarcie na miescie a po nim zalatwiamy pare spraw kazdego tyle ze razem.
niebezpiecznie zaczyna mnie to wszystko bardzo krecic, tak jak kreci 'less is more' joss stone.
ehhh...
oraz: u panow w domu wywolalem depreche. mareczek prosi o line juz na sam moj widok a szczur poszedl za ciosem i postawil wszystko na jedna karte zadajac kurtyzanie (mr.K.) pytanie czy wierna mu bedzie...

Sunday, May 28, 2006

przed wejsciem tlumik ludzi...
mr. selecta podspiewuje: - you're not on the guest list... ok ?
podchodzimy, mr. selecta uprzejmie informuje ze duzo ludzi -no wreszcie... mowie puszczajac oko, wchodzimy, tlumik zostawiony behind wydaje z siebie jek...
w srodku nie ma sie gdzie ruszyc. tlumy wszelakiej masci, wszedzie i w okolo.
najpierw zjechanie okiem towarzystwa, potem nasluch tego co z glosnika i decyzja ze zostajemy.
szybki bar, szczur wyczaja wolna kanape... starter started :]

------------------
w miedzy czasie wychodzi na jaw, ze szczur to stara łajza... wychacza tych najfajniejszych z fajnych i sie nie dzieli... ba, nawet slowem nie wspomni...
------------------

fajna muza... nie mozna usiedziec... po alku musimy podjac decyzje czy dalej autystycznie ujezdzamy kanape czy ruszamy dupa na parkiecie.


autentycznie wymeczony, postanawiamy zmieniamy lokal.
a tam...
jak angielski gentelman lece na ratunek kolesiowi ktory wpadl mi w oko zaraz przy wejsciu.
i zaczyna byc tak jak lubie... nie gloopio, zabawnie i bez tej ciszy po paru zdaniach gdy o wszystkim tylko nie o sexie z czlowiekiem gadasz...

szczur wraca sam na kabaty, a ja mam regularna randke dzis wieczorem...