Saturday, July 28, 2007
Saturday, July 14, 2007
Thursday, July 12, 2007
sa jeszcze telefony
A kiedy na chwile sie wylacze, dam sie porwac dluugiemu sniadaniu, wielkiemu projektantowi czy gorge'owi - wtedy wibrator w komie trzymanej przy tyłku zaczyna dzialac i odbieram...
Odpowiedz na to pytanie -Skad ta kurew wie kiedy dzwonic?- zalicze do 8 cudu swiata.
Dzwoni wiec, ja odbieram, mowi, slucham, pytam, odpuszczam i tak w kolo macieju i dookola wojtek. Rozlaczam sie, dzwoni, nie odbieram, w trakcie patrzac się w gorę pytajac BOZE – DLACZEGO?
I przypomina mi sie ten durny kawal– a bo Cię kurwa nie lubie...
Wednesday, July 11, 2007
syndrom #1go
a w poczcie hooj i cisza.
znow - klasycznie - sie wpierdalam, przez co mentalnie jestem strasznie niedopchany, jęczący, mędzący, pierdzący...
moze george "let's go outside" to zmieni, albo zadzwonie/pojade/whatever.
GEORGE STARAJ SIE!
Hi Roisin; zapraszam na wódke do baru vol.2
Jak donosi serwis nowamuzyka.pl Roisin Murphy zagra w Polsce dwa koncerty. Pierwszy z nich odbyć ma się w sopockim Sfinksie 22 sierpnia. Dzień poźniej, charyzmatyczna artystka wystąpi w C.K. Zamek, w Poznaniu. Wraz z piosenkarką, do naszego kraju przybędzie 10-osobowy zespół, który towarzyszył jej będzie na scenie. Przypomnijmy, że premiera nowej solowej płyty Rosin odbędzie się w październiku 2007 roku. Obecnie w rozgłośniach radiowych i muzycznych stacjach telewizyjnych usłyszeć można singiel i zobaczyć teledysk do kawałka promującego najnowsze dzieło "Overpowered".
Monday, July 09, 2007
Friday, July 06, 2007
staram sie nie kopiowac
Thursday, July 05, 2007
konkretnie to ja pierwszy nic nie zrobie(*)
(*)2. slucham wiec jak wspomina ze fajnie bylo (ale sie duren o powtorce nie zajaknie)
(*)3. dzwonie wiec tylko sluzbowo. a jak przyjdzie, sie usmiechnie i zagada to mięknę i z tym goopim ...yyyyyyy... na gebie zostaje.
Zebym jeszcze sie o te poranne sesemesy zapytal. baaa - zebym chociaz odpowiedzial na nie jak czlowiek.
neardeltalczyk kompletny... ...yyyyyy... psiamięmać.
i tak to. 3 ludzi, 3 rozne story. a wszystko to bardziej dramat niz komedia romantyczna.
do tego geje gejow maja w dupie a stany korcą, zachęcają, namawiają.
a to specjalnie dla cie skoro juz mnie czytasz.....
Wednesday, July 04, 2007
Tuesday, July 03, 2007
Tuesday, June 26, 2007
Monday, June 25, 2007
the wind will carry us...
nie moge sie od tego uwolnic... chyba otworzy mi DND2. noir desir "le vent nous portera".
a jutro antony.
Saturday, June 23, 2007
pozniej pierwszy @, telefon, gadka szmatka, meeting, i we wtorek idziemy na antonego.
bosz... randka przed ktora łapie stresa. yes! yes! yes! ;]
bonusem bedzie, bez watpienia radosna dla wszystkich wiadomosc, ze "miasto ktorego nie ma" powoli zaczyna naprawde znikac (wreszcie kurwa) - a ostatni @ spotkal sie z moja calkowita, totalna, emocjonalna ignorancja.
fajnie nie?
Monday, June 11, 2007
Wednesday, May 23, 2007
Sunday, May 20, 2007
Thursday, May 17, 2007
w sobote parada i koncert, w niedziele teledysk, w poniedzialek i wtorek zaproszenia, w srode 2 koncerty, w czwartek kolejna sesja. w piatek wywiady w sobote impreza.
zapomnialem o doris urodzinach a tomek wydzwanial wczoraj.
bawi go to.
Tuesday, May 15, 2007
najwieksza przyjemnosc dni ostatnich
Conceived by Róisín as a thrilling and contemporary marriage of edgy pop and irresistible disco, she co-wrote and co-produced the entire album, bringing her own vision and focus to these songs whilst working with a variety of producers, writers and mixers to create what is without doubt her finest record; unpredictable, creative, inventive, exciting and hugely accessible.
Róisín has always combined the attitude of Kim Deal with the roar of Grace Jones but this time around she adds the nuance of Kate Bush, the strength of Annie Lennox and the soulfulness of Dusty Springfield into the mix. This is one of the albums of the year – a breathtaking modern classic.
The first single to be taken from the album is ‘Overpowered’ which is released on July 2nd on EMI Records. It’s an insistent, electronic gem and a powerful introduction to the new sound of Róisín Murphy. Written by Róisín and Seiji of Bugz In The Attic and mixed by Tom Elmhirst (Amy Winehouse, Røyksöpp, Grace Jones), the single is accompanied by a series of brilliant remixes from the likes of Seamus Haji, Kris Menace, Hervé and Loose Cannons.
The video to ‘Overpowered’ will be unveiled soon along with the dramatic series of artwork images that will follow throughout the year. Exciting live plans are currently being put together which will further showcase the creative concept of the album.
Róisín Murphy has been reborn. Get ready for the next great pop revolution!
Release dates:
‘Overpowered’ is released on July 2nd
The next single will be released in October, upfront of Róisín Murphy’s album.
a boskiego nowego singla roisin mozecie odsluchac tu.
a ponizej lirycsy bo nie moglem sie powstrzymac a robota lezy...
When I think that I'm over you
I'm overpowered
Your date on my data
The chromosomes match
Exact as in matter
A matter of fact
These amourant feelings
A cognitive state
Need the love object
To reciprocate
When I think that I'm over you
I'm overpowered
It's long overdue
I'm overpowered
A chemical reason
If reason's your game
A chemical needing
Is there in the brain
With preprogrammed meanings
Like a little more pep
Alien feelings
We have to accept
When I think that I'm over you
I'm overpowered
It's long overdue
I'm overpowered
As science struggles on to try to explain
Oxytoxins flowing ever into my brain
Sunday, May 13, 2007
if I could learn to lie and never show my pride I'd be just like the rest be someone I detest...
"Cześć - bćdzie male piwo w czerwcu - zamierzasz sie pojawic?"
nie odpisałem.
po jakims czasie SMS:
"Mam nadzieje ze nie bo popsułbyś całą zabawe hahaha"
nie mam już na to siły. na gnoja, na innych, na nic.
wyleczyc sie. zapomniec. przestac wreszcie myslec, ze cos jeszcze z tego bedzie. przestac w to wierzyc. nie na zewnatrz i na pokaz - patrz jak sie kurwa trzymam. rok po, wiec luzik... tylko tak w środku.
wyjebac go w kosmos i niech nie wraca. przytlacza mnie robo, dobija tomek i chce przestac go pamietac a nie moge. nie chce przez moje schizy.
nie wiem co robic.
nie wiem jak.
za duzo.
Monday, May 07, 2007
Jacek Dehnel.
ale przecież prawdziwie, przez okno na drzewa.
Mieć za sobą te lata, te listy, te flamy,
znać numer kołnierzyka, buta, obwód głowy.
Nie umieć się obejrzeć za innym mężczyzną.
Używać tamtych zwrotów, pieszczotliwych imion.
I udawać, że wcale nie jest gorszy w łóżku,
mając w pamięci tyle miejsc, razów, sposobów:
w hamaku, w soku z jagód, w pociągu pędzącym
z Wenecji do Nicei, na biurku wydawcy,
w bocznej salce muzeum. Przyjmować wizyty
przyjaciół i lekarzy. Kręcić kogel-mogel.
Nie móc udawać dalej i dalej udawać.
Lecz nade wszystko wiedzieć, że wszystko, co było
nie mogło, nie powinno być inaczej, z innym,
gdzie indziej, kiedy indziej - to właśnie jest szczęście.”
Sunday, May 06, 2007
Saturday, May 05, 2007
You see I have my pride and I wont be telling him, anytime soon too afraid to say it i wouldnt want to embarrass myself... (?)
'Wilk Stepowy' idzie mi ciężko, do tego nie jestem w stanie utrzymać go w rekach, wiec raz po raz odkładam na stół, wystawiam morde do słońca i te chwile absolutnej przyjemnośći popijam zimnym piwkiem.
Zacząlem przypominać sobie morze. Chciałem tak na chwile, tak wiecie... i wpadłem. Nie mogłem się odpędzić. Dźwignia 'thinking off' zablokowana. Red alert włączony, a ja nic. Nie moge się wyłączyć.
Godzina w godzine, całą droge do domu, w domu, przed snem.
A w nocy zadzwonił telefon...
oraz:
Moja ukochana Ciotka z ameryki oswiadczyła, że przyjeżdza w czerwcu. Na 2 tygodnie. Ciesze się, bo telefony to za mało, a stęskniłem się za nim bardzo.
Friday, May 04, 2007
Wednesday, May 02, 2007
faza 1
Każdy poniedziałek w godzinach 17.00-20.00- klub na ul. Koński Jar 6
Każda środa w godzinach 17.00-20.00- klub na ul. Nowowiejskiej 37 b
Każdy piątek w godzinach 16.30-18.30- klub na ul. Pużaka 1
Wszystkie osoby mające ważne karnety do naszych klubów zapraszamy nieodpłatnie!!
Tuesday, May 01, 2007
odważ się - zobacz sam
Wierw poszliśmy ze szczurem na zakupy. Pierwszy był galmok. Szczur lata od wieszaka do wiszaka, zbiera wszystko co mu wpadnie w oko i ręce i przynosi do przebieralni.
W jednym sklepie, w drugim, w trzecim i tak dalej... Nie weszliśmy jedynie do Alberta.
Nic mi sie nie podoba. Nie ma nic dla mnie. Do tego Tomkowy lot ubraniowy bardzo różni się od mojego.
Jak nie galmok to złote tarasy może. Tam odechciało mi się już tshirtów i ciuchów na lato. Kupie sobie buty. Nic z tego...
6 godzin w centrach handlowych stolycy z checią nabycia poprzez zakup i kupilem tylko skarpetki...
Do tego jeszcze te godziny spędzone przed lustrem w przebieralni... ;]
Ostatnie godziny kwietnia, poczta główna - kolejka taka jakby papiez przyjechał i tam autografy rozdawał.
ehhh - może mi w tym roku urząd spóźnienie daruje.
Boska jest przyjemna. Dobrze mi zrobiła.
A w kinie...
A w życiu? a w życiu to pierdolneli mi przed oczy kampanie reklamową...
Chamstwo nie?
Wednesday, April 25, 2007
Tuesday, April 24, 2007
close your eyes...
Monday, April 23, 2007
Friday, April 20, 2007
ring on your finger, a block on your heart, hold on my friend, the end is a start
szczur/- nie
ja/- bo?
szczur/- wogole nie jest meski. nie tak jak ty...
:P
oraz miazga z bloga obok (fuck!):
oraz2: marenio reaktywacja.
Thursday, April 19, 2007
And I remember thinking to myself - so, this is the beginning of happiness. This is where it starts. And of course there will always be more.
It never occurred to me it wasn't the beginning.
It was happiness.
It was the moment.
Right then.

fajna fota nie?
Wednesday, April 18, 2007
Sunday, April 15, 2007
Thursday, April 12, 2007
AB FAB ci sie nie podoba
kruder 11:03:29
???
Ja 11:03:41
nie to ze sie nie podoba...
Ja 11:03:52
moze byc
kruder 11:03:59
MOZE BYC?
kruder 11:04:07
M O Z E B Y C ? ?
Ja 11:04:16
ledwo..?
kruder 11:04:21
ja wiedzialem ze z toba jest cos nie tak
kruder 11:04:25
ale teraz juz wiem co
kruder 11:04:33
boze boze boze
kruder 11:04:53
ciota odporna na abfab to koszmar
Ja 11:05:01
hahahahahaahahahahahaahahahahahaah
kruder 11:05:06
omatko omatko
kruder 11:05:18
i tego sweterka tez nie chcialas sobie kupic kochana
kruder 11:05:22
ja myslalam ze to takie zarty
kruder 11:05:32
a ty kurwa UDAJESZ HETERO normalnie
kruder 11:05:40
MACZO kurwa!
kruder 11:05:54
i pewnie masz profil na fellow z opisem AKTYWNY
kruder 11:05:56
boze bozenka!
kruder 11:06:31
taka bridzet ci wychodzi
kruder 11:06:35
ogarnij sie kobieto
kruder 11:06:37
mam plan
kruder 11:06:43
ale powiedz ze sie zgadzasz!
Ja 11:06:45
oho
kruder 11:06:49
no!
kruder 11:06:51
no wiec tak
kruder 11:06:56
odloz troche kasy
kruder 11:07:03
a w maju sa wwyprzedaze :)
kruder 11:07:11
zrobimy z ciebie laseczke ze hoho
kruder 11:11:26
jakies retro, nike, adidasy
kruder 11:11:30
taki bardziej sportowy typ
kruder 11:11:50
bo jak tak dalej bedziesz trzymac to skonczysz jak klon grzegorza brzozowicza
jak ktos nie wie kto to grzegorz b. to jest on tu.
Tuesday, April 10, 2007
THE ARTIST
Monday, April 09, 2007
I know who you are. I love you. I love everything about you - that hurts.
Pomiędzy reklamami z wypiekami na twarzy, pierogami na tależu, sernikiem w ręku i kawą w drugim, kibicowałem Nicholsonowi - a scena najmilszych komplementów jakie w zyciu Helen słyszała najnormalniej w świecie mnie rozkleiła.
A po tym wszystkim był Closer no i wiecie jak to dalej było.
Wracając do wawy włączyła mi się myślówka.
Moje życie wewnętrzne zaczyna się odzywać a ja nie wiem co robić...
Saturday, April 07, 2007
AAaaaaa prestige...

Na jajo nie przybyła, ale prezenty zostawiła. Całe sobotnie popołudnie przeleżałem w wannie czytając Anne Karenine - jestem tym szczęśliwcem który nie wie jak to wszystko co się w książce dzieje skończy - oraz sprawdzając czy, po użyciu wszystkich naraz prezentów o zapachach wszelakich, na swoim boskim body będę wyglądał jak Kaśka powyżej.
Rezultat jest taki, że na body nic się nie zmieniło, do tego jebie odemnie jak od kwiaciarki a po książce napewno złapię doła.
u'r my man right?
jedynym plusem jest codzienne chodzenie na waleta - nawet mi się ubrać nie chce. Stan ten trwa już takiś czas i jest na tyle silny, że pary razy kompletnie sie zapomniałem i poszedłem do kuchni strzelić sobie małą czarną akurat w momencie gdy tomasza pora karmienia wybiła. upsss... no albo się opamiętam albo tomek bedzie mógł jadć gdy już śpie ;]
aha - i byłem na randce. kolejnej nie będzie.
w robo dym za dymem. kazdy coś ma i każdy każdemu pomaga. Tylko do gejów jakoś chętnych do pomocy nie ma. Obiecałem sobie że już nigdy więcej nie będę robił niczego podobnego. No chyba że się sprzeda jakoś tak wow - no to może - ale tylko wtedy.
Owszem - dostałem wsparcie od góry samej. Tu masz numer - zadzwoń to jest fan wielki, do tego gej więc pomoże.
No to zadzwoniłem - przyszła ciota.
Zaczeliśmy gadać - przedstawiłem projekt - bedzie wygladać tak i tak, tracklista taka i taka, chcemy kasy na to i na to - co on na to?.
Jak powiedział że w zyciu nie słyszał o Antonym to sie jeszcze nie poddałem. Chociaż zacząłem podejżewać, że skoro kolo jakiś taki mało kumaty to i pomocy wielkiej z jego strony nie będzie. Ale dobra - nie poddaję się. Dopiero jak skrzywił się na hasło Utopia i walną referat jakie to słabe miejsce i, że powinniśmy zrobić - UWAGA - płyte z Toronto bo (tu cytuje) "świetna tam muzyka - jak w angielski klubach jest" szczęka mi opadła i powiedziałem w myślach - paszła ty!!!.
a teraz słucham sobie solówki jej i jej i sie zdecydować nie moge która jest lepsza. Obie boskie zaznaczam, dlatego wybór trudny.
Jeśli lubicie ją to te dwie powyższe są absolutnie dla Was.
Tuesday, April 03, 2007
Monday, April 02, 2007
Sunday, April 01, 2007
napisałem
i wyslalem.
Friday, March 30, 2007
czytac od dolu...
:]
________________________________________
From: Adam
Sent: Friday, March 30, 2007 4:40 PM
To: 'ania148@vp.pl'
Cc: 'Ania Podlewska'
Subject: FW: Kariera
Szanowna Pani;
Bez demo w żaden sposób nie jesteśmy w stanie Pani pomóc.
Jeżeli chce się Pani skontaktować z menadżerem – proszę wybrać menadżerów zespołów, które – w Pani opinii – są najbliższe stylistyce muzycznej jaką Pani preferuje.
Namiary znajdzie Pani na stronach internetowych danego zespołu.
Mam nadzieje, że wyraziłem się jasno.
Życzę powodzenia.
From: ania148@vp.pl
Date: 30 marca 2007 15:15:29 GMT+02:00
To: Adam
Subject: Kariera
Prosze Pana ,ja chce zeby mi Pan tylko odpisal ,jak moge nawiazac wspolprace
z menadzerem lub producentem ,ktory mnie przeslucha.Nie wysle demo do zadnej
firmy ,poniewaz juz pisalam ,co mnie spotykalo ze strony ich pracownikow
,nie chce dluzej byc ponizana ,chce po prostu zaczac kariere w inny, uczciwy
sposob.Nie mam sie wiecej do kogo zwrocic o pomoc.Jesli nie wierzy mi Pan na
slowo ,ze naprawde posiadam talent, wiec napisze Panu - jak moge nie miec
talentu ,skoro posiadam 7-oktawowa skale glosu i potrafie spiewac nawet
opere? Przeciez gdybym nie byla zdolna ,to bym nie pisala ze jestem.Chce
jedynie, zeby pomogl mi Pan skontaktowac sie z kims kto mnie odkryje i
doceni moj talent.Bardzo Pana prosze o pomoc,spiew jest moim prawdziwym
powolaniem ,ale sama niczego nie dokonam.To dla mnie bardzo wazne.Prosze mi
pomoc.
________________________________________
From: Adam
Sent: Friday, March 30, 2007 1:56 PM
To: 'ania148@vp.pl'
Cc: 'Ania Podlewska'
Subject: RE: Kariera
Szanowna Pani;
Bez demo – na którego podstawie będziemy się mogli z Panią zgodzić (lub nie) co do Pani talentu - nie możemy pomóc.
Z pozdrowieniami.
From: ania148@vp.pl
Date: 30 marca 2007 11:47:20 GMT+02:00
To: Adam
Subject: Kariera
Wobec tego ,czy moglby mi Pan podac namiary na takich producentow, ktorzy
moga mnie przesluchac i dac szanse? Prosze ,gdyz nie ma mi wiecej kto pomoc
,a nie chce, zeby moj talent sie zmarnowal.Jesli nie bedzie mi Pan mogl dac
tych namiarow ,to bardzo prosze ,aby przynajmniej odpisal mi Pan ,gdzie i w
jaki sposob moge znalezc sobie menadzera ,bo tylko to jest podstawa.Nie bede
wysylac kolejnego demo ,gdyz kazda wytwornia do ktorej wysylalam kasety
,traktowala mnie nieuczciwie i ciagle klamali ,zdarzalo sie nawet ,ze kasety
ginely.Poza tym ,ja mieszkam w bloku i nie mam w ogole warunkow ,zeby
nagrywac demo i tak wiele razy sie staralam i zostalam zlekcewazona ,pomimo
,ze piosenki wykonywalam na najwyzsym swiatowym poziomie.Nie chce wiecej juz
byc tak traktowana.Dlatego prosze Pana o pomoc ,aby mi Pan pomogl i doradzil
mi ,jak mam znalezc menadzera, gdyz sama ,pomimo mojego talentu ,nigdy nie
zdolam sobie poradzic.Czekam na Pana odpowiedz.Pozdrawiam.
From: Adam
Sent: Friday, March 30, 2007 10:55 AM
To: 'ania148@vp.
Subject: FW: Kariera
Importance: High
Jeżeli chce Pani zaśpiewać przed producentem muzycznym – proszę się z takowym skontaktować bezpośrednio.
A&R nie zajmuje się CASTINGAMI. Jeżeli jest Pani zainteresowana wydaniem płyty proszę o przesłanie swojego demo – tylko na tej podstawie podejmujemy decyzje.
Z poważaniem,
From: ania148@vp.pl
Date: 29 marca 2007 18:40:41 GMT+02:00
To: Adam@
Subject: Kariera
Prosze Pana ,ja nie mam na mysli castingu, po prostu czytalam w wielu
czasopismach i slyszalam wiele razy ,ze niektore dzisiejsze gwiazdy zaczely
kariery od zaspiewania na zywo przed producentem muzycznym ,po czym ,jesli
byli zdolni ,od razu podpisywali kontrakt plytowy.Nadal nie odpowiedzial Pan
na moje pytanie-dlaczego uwaza Pan ,ze jest niemozliwe przesluchanie kogos
naprawde zdolnego.Czy to kwestia braku wiary w czyjs talent ,czy moze to
tylko USA jest krajem w ktorym takie nietrudne przeciez rozwiazania sa
mozliwe? Bardzo prosze ,aby Pan szczerze odpowiedzial na moje
pytanie.Pozdrawiam.
From: Adam
Sent: Thursday, March 29, 2007 5:46 PM
To: 'ania148@vp.pl'
Subject: FW: Kariera
Szanowna Pani;
Nie przeprowadzamy castingów na wokalistki!
Z pozdrowieniami,
From: ania148@vp.pl
Date: 29 marca 2007 17:29:13 GMT+02:00
To: biuro@
Subject: Kariera
Dzien dobry, czy moze mi Pan odpisac,jaka istnieje przeszkoda ,abym mogla
wystapic przed producentem muzycznym i zaspiewac na zywo,aby mnie oceniono i
ewentualnie dano mi szanse? Wiem ,ze nie istnieje taka mozliwosc, ale chce
sie dowiedziec wlasciwie dlaczego nie.Bardzo Pana prosze o szczera odpowiedz
na moje pytanie.Ja wiem,ze posiadam wielki talent.
Thursday, March 29, 2007
Chcemy bliskości, chcemy odrębności
Razem czy osobno?
Zawieszeni pomiędzy tymi magnesami przybliżamy się raz do jednego, raz do drugiego krańca. To naturalny ruch. Gorzej, kiedy rozwiązanie tego wewnętrznego konfliktu przybiera karykaturalną postać. I to na wiele sposobów. Możemy postrzegać związek niemalże jako więzienie: "Będzie mi mówił, co mam robić; nie będę od nikogo zależna!". Albo z lęku przed ujawnieniem swoich głęboko skrywanych cech możemy myśleć: "Gdyby mnie bliżej poznała i zobaczyła, jaki jestem naprawdę, od razu by mnie porzuciła�. W konsekwencji w ogóle nie wchodzimy w związki.
Istnieje też inny scenariusz. Owszem, budujemy więź, ale na grząskich podstawach. Wchodzimy w związek z lęku - przed samotnością, przed niezaspokojeniem potrzeby bezpieczeństwa. Wtedy przestaje być istotne, jaki to partner, ważne, że jest dostępny. "Bądź przy mnie przez cały czas" - mówimy. Jednak łatwo powstaje błędne koło: lęk - potrzeba ukojenia - niezaspokojenie - jeszcze większy lęk. Druga opcja to traktowanie związku w kategoriach rynkowych. Partner staje się pociągającą zdobyczą zawierającą zestaw atrakcyjnych właściwości. W tym przypadku również nie piszemy sobie happy endu.
Na szczęście możemy realizować potrzebę więzi bez uszczerbku dla poczucia własnej autonomii. Jak? Przede wszystkim przez uświadomienie sobie, co dla nas oznacza potrzeba bliskości oraz wolności. Czy rozumiemy wolność bardziej jako zupełną dowolność działania czy raczej jako zdolność dokonywania wyboru, również na rzecz wartości, jaką jest bliskość? Czym jest bliskość: wyłącznie zrzucaniem ubrania czy również zrzucaniem masek, kiedy już nic nie udajemy i pozwalamy się zaakceptować?
Odkrywanie siebie wymaga odwagi, bo wiąże się z ryzykiem odrzucenia i zranienia. Pomaga zaufanie i wzajemne dzielenie się swymi autentycznymi myślami i uczuciami. "Jestem gotów powiedzieć ci o swoich uczuciach, pragnieniach, obawach i jestem gotów usłyszeć, jak ty ich doświadczasz". Takie nastawienie to klucz do odczuwania bliskości.
Wygląda na to, że punktem odniesienia w relacji jest postawa, w której każdy ma indywidualną przestrzeń (zainteresowania, znajomych, chwile samotności), oraz wspólną, która tworzy przestrzeń MY. Ważne, by granice tych obszarów były wynikiem uzgodnień dwóch stron w związku. Wówczas mamy szansę zintegrowania obu potrzeb - bliskości i odrębności.
Tak twierdzi francuski socjolog Jean-Claude Kaufmann. Trzeba tylko sobie uświadomić, że wspólne życie nieuchronnie prowadzi do nieporozumień. Na początku związku, twierdzi Kaufmann w wywiadzie dla miesięcznika "Psychologies", nie zauważamy tych drobnych rys, negujemy niedociągnięcia, jesteśmy bardziej skoncentrowani na drugim człowieku, odkrywaniu go i akceptacji. To również faza testów, co komu wolno, jak daleko można się posunąć. Początek sporów i podenerowanie działaniami partnera to sygnał, że w procesie, jakim jest każdy związek dwojga ludzi, zaczynają się pojawiać zakłócenia. W tym momencie im bardziej intymna jest relacja, tym większe ryzyko irytacji. Napięcia nikną, gdy para znowu się dopasuje, zaakceptuje.
W późniejszej fazie związku negatywne emocje dadzą o sobie znać tylko wtedy gdy stan niezadowolenia z postępowania drugiej osoby będzie się utrzymywał. Według Kaufmanna ważne jest, by zdać sobie sprawę, czym sami denerwujemy partnera, i mówić, czym on denerwuje nas. Nawet ostre spory dobrze robią, gdyż tym, co zabija miłość, jest to, o czym się milczy.
Receptę na powodzenie relacji damsko-męskiej spróbowali podać psychologowie brytyjscy. Z badań opublikowanych w "Journal of Psychology and Social Psychology" wysnuli wniosek, że gwarancją udanego związku jest umiejętność odczuwania szczerej radości, gdy bliskiej nam osobie się powiedzie. Radość i duma z sukcesu jest często jedynie udziałem rodziców zadowolonych z osiągnięć dziecka. Okazuje się bowiem, że tak naprawdę bardzo często, będąc w związku, jesteśmy skoncentrowani sami na sobie. A to, co robi druga osoba, niewiele nas obchodzi.
Monday, March 26, 2007
Wednesday, March 21, 2007
do momentu

przeokrutnie sie wkręciłem i słuchać przestać demo(!!!) nie mogę wiec wyobrazić sobie możecie co sie będzie działo jak płyta po masterze brzmieć bedzie :]
a jutro herbatka u Zdzisi.
Tuesday, March 20, 2007
Meshell Ndegeocello
Bo w przerażającej ilości przypadków racje ma i zazwyczaj kopara opada mi już po pierwszym odsłuchu.
W tej 'wojnie' na fajną muzę przegrywam z kretesem.
fuck!
no ale młodszy znacznie jestem - wiec mam jeszcze lata na słuchanie - nie?
Monday, March 19, 2007
Sunday, March 18, 2007
Straszne. Pióra w dupie mandaryny i generalnie cale jej SHOW przyćmiewają jej braki wokalne. A u rubika nie ma nic. Żadnego ptk zaczepienia aby móc powiedzieć że cos w tym jest. Gówno nie ma nic.
A na dodatek, najańszy bilet na koncert w kongresowej kosztuje 120 pln. Sala była pełna. Od początku roku Rubik zagrał w pałacu już 6, wyprzedanych (sic!) koncertów.
Może trzeba ludziom oficjalnie mówić że są idiotami?
Po rubiku - Muchy (www.myspace.com/muchyband). Koncercik w trójce przerażająco słaby. Musiałem zachowywać sie jak dupek z wytwórni mówiąc że mają potencjał etc tyle że chce ich jeszcze zobaczyć na jakieś dużej sztuce.
Szkoda - mam już dla nich 2 duże festiwale i kontrakt w ręku - ale się nie popisali. Pozatym chciałbym popracować sobie z jakimś rockowym bandem. No chociaż z much basistą... ;]
A po Muchach - Renton.(www.myspace.com/rentonrox). Dobrze śpiewający wokalista w obcisłym, różowym podkoszulku i nie głupie, energetyczne granie.
Po koncertowym wieczorze - najebka w kulturze.
w trakcie uslyszalem timberlejka ktorego nie znałem, a który okazał się być nie timberlejkiem co mi kompletnie nie przeszkadza bo już zdążyłem sie zakochać, i przy goleniu spiewam sobie to:
Robin Thicke - Lost Without You
Friday, March 16, 2007
pan poczeka - jak znajde chwile to pana przyjme.
2. wrociłem - chciałem pogadać. wyszło, że 'material ulegl zmeczeniu'
Ad1. dostalem smsa: "...jak trochę pomyślisz, czemu sie z tobą kontaktuje i czemu jestem taki nachalny, to może zaskoczysz na właściwy bieg myślenia prymitywie..."
Ad2. zadzwonił telefon: "...myśle o Tobie..."
i staram się zrozumieć, i staram się zaskoczyć.
i nie kumam.
ktoś podpowie?
nagroda będzie...
bleh.
zapowiada się...
This is the way you left me, i'm not pretending. No hope, no love, no glory, no Happy Ending. This is the way that we love, like it's forever. To live the rest of our life, but not together...
:]
buhahahahahahaha....
"Na okładce "Do Not Disturb..." kanapa, muzyka płynie, zamykamy oczy, relax. Autor kompilacji - Adam Lesik (?!) - musi być zafascynowany kobietami (... :] ...). Stina Nordenstam, Roisin Murphy, Masha Qrella, Cat Power, Mika Urbaniak, Novika i Maria Peszek. Czasami lekko eksperymentalnie, czasami przebojowo. Tytuł oddaje sens. Nie przeszkadzać, nie rozmawiać - teraz słuchamy. Wzorcowa składanka chilloutowa. "ehh - pismaki.
Wiosna przyszła wiec w niedziele coroczny wypad do fryzjera w Kazimierzu a dziś coś kompletnie mega. Nigdy nie byłem na regularnym koncercie Ich Troje, Virgin, Dody czy Mandaryny. Owszem widzialo sie jeden czy dwa numery na Opolu czy w Sopocie, ale po tym nie da sie skumać czemu plebs sie na ich muze łapie.
A że bardzo nie lubie czegoś nie rozumieć wiec dziś koncert Rubika. Piotra Rubika.
Na pewno bedę wstrząśnięty...
Wednesday, March 14, 2007
wiosna wiosna....
w fali nocnej najebki i rozpaczy po jego telefonach wykonalem telefon do kru i karoli i jak sobie teraz o tym wszystkim przypomne to mam morala.
ehhh i blehhh...
a z okazji wiosny bardzo proszzzz:
na fulla oczywiscie.
Sunday, March 11, 2007
Friday, March 09, 2007
Nie lubie sciemniania - jezeli cos pisze to ma to sens i taki jestem... nie boje sie wyrazac swojego zdania czy opinii - nawet jezeli jest ona w jakims temacie malo popularna....
Moze najpierw cos o mnie:
- poukladany facet, wiedzacy czego chce od zycia, majacy pasje i cele i wytrwale do nich dazacy
- wyglad - cyferki sa, przystojny - ale to rzecz gustu, silny i zwinny - nie paker !!
- nie jestem przegiety, nie spedzam wieczorow w knajpach gejowskich a dni w centrach handlowych...
- uwielbiam aktywnie spedzac czas (choc np. nie lubie silowni) - kocham gory, wspinanie, plywanie, narty, zeglowanie, basen, rower, dlugie piesze wycieczki i wszystko co troche szalone... :)
- jestem wariatem w pozytywnym tego slowa znaczeniu, nie miewam jesiennych depresji bo kazdy dzien daje mi duzo enrgii - generalnie energiczny ze mnie facet :)
- wiem co chce osiagnac w zyciu, wiem co chialbym zbudowac z druga osoba, wiem co znaczy byc z druga osoba, nauczylem sie iz zycie to nie branie, ale przede wszystkim dawanie.. W zwiazku jest to moim zdaniem bardzo istotne, czuc bliskosc drugiej osoby i widzec ze jest u mego boku szczesliwa... To jest to !!!
- potrafie rozmawiac z ludzmi, potrafie sluchac... moze dlatego mam duza grupe przyjaciol ktorym bezgranicznie ufam i ktorzy ufaja mi. Podstawowa cecha - szczerosc !!! To masz jak w banku...
- sex - oczywiscie ze bardz lubie, ale nie szukam do sexu !!
Ok - moze starczy, wiecej prywatnie, teraz cos o Tobie :)
- poukladany z jakims pomyslem na zycie, majacy cele, pasje, zainteresowania...
- nie lubie ludzi nieszczerych, niewiedzacych czego chca, nieznosze zdrady, skokow w bok, itp.
- gwarantuje zero przegiecia i tego tez oczekuje. Kazdy idzie przez zycie wedlug swojego pomyslu i niczego nie chce krytykowac.. Ale mi podobaja sie faceci z krwi i kosci , a nie przegiete lale...
- fajnie jezeli lubisz sport i aktywne spedzanie czasu...
- coz tu mozna wiecej napisac - kazdy z nas ma jakis tam swoj ideal - mi podobaja sie np. wysocy bruneci, zarost na twarzy, torsie, ladne miesnie hehe... :) Ale co tu duzo gadac - uczucie to nie wyglad, zachowanie, sex, zapach, rozmowa... Do jednej osoby cos czujemy, do innej nie... i juz :)
Ok - tyle wystarczy. Nie gryze, nie jestem chamem, postaram sie odpisac w miare mozliwosci na kazda wiadomosc...
Kogo szukam?
Faceta z jajami !! Wygladajacego jak mezczyzna i zachowujacego sie jak mezczyzna...
Jakich facetow lubie? Na pewno szczerych i wiedzacych czego chca... Lubie wiekszych i masywniej zbudowanych od siebie - ale to nie warunek i nie regula... Jedni mi sie podobaja, inni nie - tak to juz jest...
no rormalnie mnie zatkalo....
:]
z 27 latkiem...
podoba mi sie.
typ a'la sms: 'mysle o tobie' koniec kropka.
i zabawny.
do tego mialem teatralny tydzien. Miss Hiv, Darkroom a teraz poluje na Kruma, bo Anioly jakos mnie nie kreca.
jak mozna oczekiwac czegos lepszego skoro sie widzialo juz TO a nawet zakupilo droga kupna i namietnie trzymilionyrazy dvd w ciagu ostatniego roku katowalo?
boska meryl.
oraz:
myslicie ze jest cos takiego jak podswiadoma solidarnosc penisow/jajnikow? ze nie wazne co i jak ale to hoop/baba wiec trzymam z nim/nia?
Wednesday, March 07, 2007
dam sobie rade...
z wiekszym lub miejszym sukcesem, ale daje.
znow wrocilem do ptk zero tyle, ze teraz dostrzegam dno z ktorego mam nadzieje sie szybko odbic.
jak sobie usiadlem na dupie i pomyslalem wczoraj nad tym wszystkim to wyszlo mi ze wcale nie jestem goopi czy slaby, czy cos ze mna nie tak.
poprostu - podswiadomie lokuje swoje milosci i sympatie w egocentrykach.
i tyle.
Tuesday, March 06, 2007
magnifico... um dos meus fados favoritos...
ostatnio odkrylem ze fado nierozlacznie zwiazane jest z moim smutkiem. jak ze inaczej. fado to przeciez fatum, los, przeznaczenie.
chyba zrobie taka plyte...
Saturday, March 03, 2007
from now on...
I'll dance alone
But I don't want to move
I'll take a chance
But I don't want to lose
I want to smash
Spend all my cash
I want to run, wild, all night.
I have all this time,
but nothing is mine
I want to go there
But I've already been.
I'll see you around
I'll talk to you, never again.
Never again.
Never again.
Monday, February 26, 2007
Thursday, February 22, 2007
wierzyc chce...
cala noc gadalem z t.
bylo tak jak kiedys. teskni. chce mnie.
nie wiem tylko na jakiej zasadzie. czy leci na przyjaciela czy znowu mamy byc "razem".
jako pani do towarzystwa sie nie nadaje wiec nic nie zrobie az nie bedzie jasne.
no i gadalismy do bialego rana...
tak jak kiedys...
wierzyc chce...
oraz:przepraszam cie karola ze nie bylo nam dane pogadac tak normalnie...
Monday, February 19, 2007
ouch I have lost myself again...
ciezkie decyzje podjete. teraz tylko je w zycie wprowadzic. a pozatym nie dzieje sie nic...
nigdzie.
wielkie zero.
do tego w ostatnim pomocniku psychologicznym wyczytalem ze '...ostatnie stadium to choroba: zespol przewleklego zmeczenia. w zasadzie nieuleczalna, jedynie korygowalna...'
ehhh...
dobrze ze mnie (uwaga trudne slowo) aleksytymia nie dotyczy...
ale to to ja wiem...
na drugie mam przeciez walenrod.
ehhh...
kurwa, kurwa i chooj...
Thursday, February 15, 2007
tereska
Pamiętam, ze w sobote rano zaspalem do studia na reklame - wybiegajac z domu zauwazylem, ze pod dzwiami klatki piszczal zziebniety maly psiunio.
wracajac po 4 godzinach do domu – piesek wciąż tam stal, wciąż piszczal i strasznie trzasl się z zimna.
no to przeciez nie zostawie takiego czegos tego…
wziąłem do domu, nakarmiłem, rozwiesiłem kartki po klatkach ze jeśli ktomus zapodzial się pies maly to znajdzie go w lokalu pod 15stka.
pierwsza noc spędziliśmy razem. Maly pies jak to maly pies, sra. do tego Tereska zygala. to musialem te gowna sprzątać. zygi zreszta tez. pochylam się nad zygiem wiec, patrze – a te zygi się wija i ruszaja…
bleh…
no ma Tereska robale…
nastepnego dnia weterynarz, antybiotyki, i 2 miesiace u mnie była. tomek na jej punkcie oszalal.
niestety musialem ja oddac bo rady nie dawalem a ona sama w domu caly dzien to slabo…
oddalem nieznajomym którzy ostatnimi czasy moimi znajomymi znow się stali i podesłali to co poniżej…
Tereske.
ehhh…
Monday, February 12, 2007
Sunday, February 11, 2007
te jebane walentynki...
...I'll always be by your side
Even when you're down and out...
zwiąż mnie
anyway - wszystko bardzo off tylko muza taka: dlatego mi sie podobalo ;]
pozniej wyladowalismy w tombie. mielem tam wyrwe - ohh i ahh - ale sexu z nim nie bylo...
gdy slonce bylo nas niebie juz wrocilem do domu i poszedlem spac.
caly czas snil mi sie tomek i ryczalem przez sen.
fuck!
Saturday, February 10, 2007
Frida Örn - Release Me
a teraz powiedzcie mi dlaczego ludzie wola sluchac eski niz tego wlasnie?
bo ja nie rozumiem...
Friday, February 09, 2007
krysia? tu mowi marysia...
szczur na haslo:
- lanserka,
- centrum handlowe,
- zakupy
dostaje jakiegos kosmicznego przyspieszenia, bo zanim dostalem raport dostarczenia wiadomosci juz w inboxie mialem od niego odpowiedz ze ok, ze bedzie i o 17 czekac mam na niego na metro centrum.
no zobacz... a z przed lustra w domu na haslo - szybciej bo sie spoznimy - nie reaguje tak predko. nawet wolami go od 'lustereczko powiedz przecie' nie odciagniesz.
przed 17. wpada artystka ktora tyle o mnie slyszala, poznac chce, i rozsiada sie taka jazzowa blondi, przerywajac moja kolejna, giegieową, fascynujaca rozmowe z miloscia moja najwieksza na dzien dzisiejszy nieodwzajemiona niestety.
slodkie te ta te ktore w nieopisany wrecz sposob lechta moje ego, ciagnie sie i ciagnie. mija 17sta. w trakcie pisze do szczura ze sie spoznie i niech czeka na mnie w kulturalnej.
po meetingu jeszcze obowiazkowe wyjscie na zarcie z jedynym kumatym kolesiem w kayaxie - gdzie wylewamy sobie frustracje dnia dzisiejszego - ale o tym napisze kiedy indziej bo to o czym za chwile przeczytacie, bo to co sie za chwile dziac bedzie to normalnie nie wiem.
no nie wiem.
przerwa na reklame:
bardzo fajny numer ktorego wczesniej nie znalem.
z rozwiana grzywa, z kwiatami we wlosach ktore potargal wiatr, pedze do szczura, po oblodzonej, zabloconej warszawie, mijajac po drodze takiego policjanta, ze z wrazenia az dostalem zadyszki i doslownie przy nim musialem sie zatrzymac i tchu zlapac.
nastepnym razem to sie o niego opre, albo chociaz omskne tak niechcacy o jego palke. no bo przeciez nie zemdleje z nadzieja na cucenie metoda usta usta... (nie...?)
anyway - jestem juz pod palacem. uspokajam serce bo te biegi przelajowe przeciez czlowieka wykonczyc moga i wchodze do kulturalnej.
zamieram.
widze milosc moja najwieksza na dzien dzisiejszy nieodwzajemiona niestety, ktora adoruje mi te sciere z ktora mieszkam pod jednym dachem.
ja juz nie bede wspominal o talerzach tych samych z ktorych jemy, o srajtasmie ktora uzywamy z tej samej rolki!!!, o wspolnej pascie do zebow, o tym ze zabral mi wszystkie moje skarpetki bo wygladaly tak jak jego (czarne kurwa, czarne!!!) i ja boso chodze, ani o tym, ze mu takie pyszne obiady 'jak u mamy' gotuje... (ostatnio byl gulasz polski na winie - czyli taki miraz jaki zaliczyla maria nasza polska skodowska z messieur curie - tele ze kulinarny. goraco polecam - szczegolnie przedawkowac z winem).
no i stoje jak wtyry w przejsciu. patrze i uwierzyc nie moglem. serce to mi tak zaczelo byc i tak mi cisnienie skoczylo, ze zzielenialem ze zlosci tak jak boski eric bana w hulku albo i jeszcze gorzej...
najpierw dojzala mnie sciera szczurowa, dajac znaka milosci mojej najwiekszej na dzien dzisiejszy nieodwzajemionej niestety, ze jestem.
tamten sie obejzal i c u d o w n i e usmiechna - co zauwazyl nawet szczur i mi to zakomunikowal pozniej - liczac ze do lask wroci ale co to to nie bo ten usmiech to byla ostatnia rzecz jaka zapamiata z tego swiata odchodzac w meczarniach tak okrutnych ze pisac o nich nie moge bo tak okrutne meczanie sa te.
zobaczylem wiec usmiech ten c u d o w n y ,doprowadzilem sie do jakotakiego wygladu i stanu i podchodze jakby nigdy nic.
okazalo sie, ze przypadek rzadzi swiatem i milosc moja zakomunikowala ze czeka na swoja randke. ja zero reakcji. pozniej szczur powiedzial ze jak wszedl do cafe to tamten juz tam byl bo na jakiegos kumpla czeka.
no i teraz w komentarzach prosze o odpowiedz na pytanie:
- dlaczego szczurowi powiedzial ze na kumpla czeka a mi ze na rande?
no dziewczyny... przeanalizujmy temat... ;]
no dobra.
szybko sie zwinelismy i poszlismy sie ze szczurem lansowac w najwiekszym centrum handlowym w polsce o ktorym zrobili program na discovery. wprostbosky dostanie slinotoku i wyjsc nie bedzie chcial jak zobaczy ten dach, co ewe pewnie ucieszy bo wreszcie po sklepach pochodzi sobie z nieograniczonym limitem czasowym ;]
oraz wszem i wobec polecam wszystkim moj ulubiony ciuchland w stolycy (chyba jedyny w kraju). www.pullandbear.com
oraz:
piosenka dla T.
w niej jest wszystko.
ehhh...
oraz:
w nastepnej notce napisze o mojej najnowszej milosci ze stacji metro kabaty, oraz bedzie update sexualny, bo zamierzam przeleciec w ten weekend takiego jednego, co przeleciec chce od dawna juz ale nie bylo okazji.
tym bardziej ze szczur go mial juz...
sciera jedna.
Wednesday, February 07, 2007
When i spoke to you, (I Believe it's magic, magic) in the hall that leads to good news, my words hang in the air.
bo jak kocham to tak gram...
Tuesday, February 06, 2007
Sunday, February 04, 2007
I gotta shake you off.
na takiej plazy juz bylem. dzis znalazlem sloik z kamienami z plazy i muszelkami jakie mi przywozil...
czasami tez zbieralismy je sami.
do tego w szafie w lazience ciagle lezy jego szczoteczka.
ehhh..
minal rok.
a ja ciagle jestem taki sam.
happy anniversary.
kaziu - zakochaj sie!
jako lacznik moj z tym co plebs slucha, szczur daje rade.
np. to co ponizej. w zyciu bym na to sam nie trafil.
a tu prosz...
podoba MISIE...
tandetne - ale podoba MISIE...
mowie wam - jak sie zakocham to pojedziemy sobie wszyscy nad morze. nad takie prawdziwe. raczej w rejony creamfield jakie z M. zaliczylem niz te z 3city... i pojedziemy i bedziemy tak sobie jak kaska lezec, i tak do siebie mowic.
czego sobie i wam zycze... bardzo, bardzo, bardzo...
nie tak, nie tak, nie tak, nie tak miało być miły...


a to przeciez ja mialem sie tak zalatwic. nie on...
moze next time.
cala noc z kruderem w utopii interesujaca. i niech mi juz nikt nie mowi ze na niego lece bo oszaleje.
oraz:
w uto mowia ze ze szczurem wygladamy razem jak para z czteroletnim stazem ;]
ehh te goopie, pijane cioty. co one wiedza. jednak musze przyznac ze milo sie ze szczurem na ich oczach obsciskuje. grzeje sie w jego blasku ha ha ha.
oraz:
byl sex...
and i swear... - zgadnijcie jak kolega mial na imie... oszalec mozna. 80% pedalow w tym jebanym kraju ma jedno imie! jak pojade do stanow to znajac moje szczescie spotkam jakiegos toma... kurwajegomac!
Saturday, February 03, 2007
I may be mad, I may be blind, I may be viciously unkind...
I tak: Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało: - Pobawmy się w chowanego!
Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:
- W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryję sobie oczy i powoli zacznę liczyć do miliona.
W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć.
Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.
Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesoło, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.
Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć.
Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano.
Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogo innego.
Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.
- Raz, dwa, trzy - zaczęło liczyć Szaleństwo.
Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień.
Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen!
Na sam szczyt najwyższego drzewa.
Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca,
gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół: krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla - w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności.
W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca.
Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego.
Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć, wskoczyli w sam środek wulkanu.
Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.
Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć
Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca.
W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.
- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo
i dziarsko zabrało się do szukania.
Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo.
Chwilę potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem.
W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania.
Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu.
Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os.
Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawem i w ten sposób znalazło Piękność.
Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć.
W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: Talent wśród świeżych ziół, Smutek - w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego.
Do znalezienia pozostała tylko Miłość.
Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik.
Patykiem zaczęło odgarniać gałązki...
Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu.
Stało się prawdziwe nieszczęście!
Różane kolce zraniły Miłość w oczy.
Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.
I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.
Friday, February 02, 2007
witam i witrażam

to ostatnia rzecz jaka zrobilem dla poprzedniej mojej firmy. wypuscili to teraz a lud jak to lud - zachwycony, ochy i achy same...
no coz... c'est moi!
a w niedziele rocznica.
z tej okazji znow otarlem sie o geniusz wrecz i w sobotnia noc chlam do nieprzytomnosci. chlam tak duzo i tak wszystko, ze niedziele cala przespie wiec o niczym myslec mogl nie bede - jedynie o kacu.
ehhh drugi...
gdyby nobla dawali za praktyczne pomysly sadze ze moglbym byc jego laureatem - czyz nie?
w robo nowym jest c u d o w n i e...
panstwo kupuja najblizsze numery przekroju a beda wiedziec why... ;] dotego dochodzi mozliwosc wreszcie wypchania sobie portfela do granic nieprzyzwoitosci wrecz wiec narzekac nie bede.
jak na amerykanskich filmach - robie to co lubie, jak lubie, wychodze sobie na spacer w srodku dnia, przychodze kiedy chce, wychodze kiedy chce i mi jeszcze za to placa.
chociaz to mi sie w zyciu udalo i Panu Bogu za to dziekuje...
bo panstwo chyba nie wiecie ze z dniem 1 lutego 2007 oficjalnie z kayaxem wspolpracowac zaczela prezna, sexowna i jakze dynamiczna firma Morph MUSIC - tak samo fajna jak piosenka w tle ;]
no i firma ta - procz tego ze prezna, sexowna i jakze dynamiczna - odwazna jest i kumata do tego wszystkiego, a jej prezes to jeszcze bardziej prezny jest i sexowny to juz tak ze wow nad wowy.
w grudniu pogadal on sobie najpierw a po rozmowie uwiezyl w artyste jednego, na ktorego pluja wszyscy tak jak na ich troje i powiedzial wszystkim zeby ryzykowac. do tego wymyslil jeszcze 'egzotyczny duecik' i oto to co z tego wyszlo :]
ile wlosow prezez przez to stracil to nie wspomne ale zabawa byla. wiec sie prezes cieszy i czeka na wyniki sprzedazy.
oraz:
prezes sie troche denerwuje bo w przed ostatniej swojej firmie wymyslil projekt taki, za co laury branzy zebral lecz sie nie sprzedalo...
oczywiscie prezes sie wszystkimi promo & marketing activities tego projektu nie zajmowal bo z firmy przed premiera odszedl do konkurencji i tym prezes tlumaczy mizerna sprzedaz 3600 egzemplazy...
bo jakby sie zajal i robota szarpna to by sukces byl... !
Sunday, January 28, 2007
tell him i'll be waiting in the usual place...
powoli, bez pospiechu, nie ma nikogo, w tramwaju, na dworze...
tylko noc, wielki bialy snieg i jimmy, ktory czaruje te noc.
i tak bardzo bym chcial zebys poczul to co ja...
i tak bardzo chcialbym cie dotknac, nic nie mowic, trzymac za reke i czuc ze jestes...
tak bardzo...
bzzzzzzyyyyyyyyyy bzzzzzzzzyyyyyyy bzzzzzzzyyyyyyy
no i stalo sie...
przypomnialem sobie moje szalone zycie na warszawskich juwenaliach, na krakowskich rockotekach, koncery kultu i kazika, t.love, a takze moja stara ksywe CELINA - bo nikt jak ja kochani nie darl ryja przy tym najwiekszym chyba offowym przeboju staszewskiego.
w sobote trafilem do CDQ (musze Was tam zabrac) na koncert poznanskiego zespolu MUCHY...
co ja wam bede mowil... szalalem jak szmata pod scena (pogowalem?), rzucalem grzywa w te i w tamte i spocilem sie jak dzika swinia.
no bo jak inaczej gdy tak:
wydam ich!!!
oraz:
a ten basista.... ehhh... ;]
Thursday, January 25, 2007
Monday, January 22, 2007
czy slyszysz jak tam daleko...
szefowa chce jeszcze bardziej smutno i bardziej sexi. ja przy tym co juz zaproponowalem do tej pory otwieram zestaw samobojcy z zyletkami i sznurem do lasu gratis, a jej malo...
wiec siedze, szukam, slucham, rozumiem.
i z kazdym dniem jest gorzej.
udaje, ze mnie nie bierze. ze sie trzymam. i nie wazne, ze ostatnio moja playlista to tylko i wylacznie takie oto sobie granie...... albo takie...
na walentynki kupie sobie fiolke prozaku, valeriane albo jakies cos i przespie to...
i rocznice zreszta tez.
teraz popatrz jak mnie nie ma, może zrobi ci się nie dobrze...
nie wiem czy to byl sen czy jawa. w sumie cos niby pamietam, nie moment, nie sytuacje. mam w glowie echo wypowiedzi z przed lat - mojej albo kogos - ze fatum moim na zycie cale bedzie imie tomek...
************************************************
ladujemy w toronto.
pytam po co?... czemu nie gdzies indziej? czy z kims sie umowil i jesli tak to czemu ja mam cierpiec?. przeciez pamieta chyba co tam graja, jak graja i kto tam przychodzi...
szczur jedyne co ma do powiedzenia na moje zale to te swoje idiotyczne oj tam, oj tam...
dochodzimy.
dyskretne przywitanie z barmanem... - musze to zakonczyc - zamawiamy piwo - szczur znika w tlumie, ja siedze w rogu sali - niech mnie nie widza, niech sie nie ocieraja...
wypilem swoje piwo - szczura nie ma - zamawiam nastepne. patrze na nich. jacy sa. nie z wygladu. staram sie zobaczyc cos wiecej z ich twarzy. jacy sa. szczesliwi, zadowoleni, pogodzeni, smutni?
smutni.
nawet pary sa smutne. solisci zerkaja na wszystkich obok, pary rowniez. przygnebiajacy widok. jakbym te piwo zamienil na wodke. do dna - od razu - znieczulic sie natychmiastowo.
podchodzi szczur i szepcze. sweet_potato tu jest...
************************************************
spotkalismy sie we wrzesniu jakos. 3 lata temu. w knajpie duzo ludzi. przy stole naszym kilka grup. on w jednej, ja w innej. siedzial na samym koncu. najdalej jak to tylko mozna sobie wyobrazic.
zerkalismy na siebie i tyle..
kolejne spotkanie w grupach pare tygodni pozniej.
jest.
zaczelismy rozmawiac. sie zaczelo.
w tym samym czasie gloria mowi ze znalazla mi faceta. ze fajny, zlosliwy, wpadajacy w chamstwo wrecz i musze go uteperowac.
kto to pytam?
jakis 20 latek z 3miasta... ale fajny...
ze sweetem spotykalem sie jakies 2 miesiace. niegdy nic sobie nie powiedzielismy oficjalnie.
ale na pierwszy dzien swiat grudniowych przyjechal do mnie.
spedzilismy ze soba caly tydzien. planowalismy sylwestra w le ma.
w sylwestra zapadl sie pod ziemie. przestal odbierac telefony, nie odpowiadal na smsy. 2 dni bez odpowiedzi. postanowilem ze 3 nie bedzie.
trudno.
zaczalem rozmawiac z 20latkiem z 3city.
po paru pierwszych tygodniach 2004r. Rozmawiam z koniem-poprostu-koniem. mowi ze slaby jestem bo wyrywam zajetego kolesia.
- yyyy ???
- no tak - przeciez Tomek (Sweet_Potato) ma kolesia. koles byl w stanach przez chwile ale na poczatku roku wrocil do polski.
opadla mi kopara. ale co tam - jest inny tomek - fajny - tyle ze daleko.
sweet pozniej probowal wrocic. przepraszal, proponowal...
nie bylo mozliwosci - oficjalnie bylem z 20latkiem z 3city juz.
***********************************************
poszlismy ze szczurem na parkiet. dojzalem go - nic sie nie zmienil. t
duzo do mnie na tym parkiecie powrocilo. duzo za duzo.
musialem zmienic lokal - od razu. natychmiast.
taxi i do utopi.
....
banalnie isc do niego/do mnie i go zerznac ?
a moze cos z tego by udalo sie sklecic...
pytam wiec czy da mi swoj numer telefonu.
daje nuemr, podaje reke i sie przedstawai:
- tak btw na imie mam Tomek...
i podchodzi szczur...
i zabiera mnie do domu.
oraz: ...pójdziemy ze sobą powoli obok do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo bez słowa i snu w zachwycie nocą a bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością...
Saturday, January 20, 2007
cipa, wał, nudziarz, tetryk, introwertyk, bez jajowiec, cieć i emocjonalna pijawka
wlasnie sobie zdalem sprawe ze NIC, ale kompletnie NIC, mnie z nim nie laczy. nie mamy wspolnych zainteresowan, z trudem znajdujemy temat do pogadania, a gdy juz jakis znajdziemy to zazwyczaj dotyczy on osob trzecich, jacy to oni sa i po co... mi sie srac chce na to, a on sie w tym lubuje...
pozatym zastanawiam sie na ile szczur mnie hamuje. mentalnie i egzystencjonalnie. taki bezwlad intelektualno-rozrywkowy, taka ogolna szczura inercja jest kurewsko meczaca.
gdyby nie robil za sprzataczke w mieszkaniu dawno bym go eksmitowal.
a moze przestac nad tym rozmyslac i zaczac nazywac nasze relacje ze szczurem po imieniu?
pan i ukrainka...
ehhh - marazm mnie jakis ogarna. dodatkowo siadlem sobie na dupie i zastanowilem sie nad calascia znajomosci z kruderem. subiektywnie wyszlo mi, ze pasywa tu sa o wiele wieksze niz aktywa co mnie jakos nie kreci wiec zaczynam byc bardzo oschly i niemily wrecz...
pamietam jak kiedys dostajac zaproszenie na slub od znajomych powiedzialem ze niestety mnie nie bedzie bo ide do kina... - ok, moze troche mocno -ale chiciaz zapewnilem sobie swiety spokoj. to samo wprowadze w te relacje, bo swiety spokoj prosze panstwa zaczynam sobie cenic najbardziej...
starosc, jesienna deprecha czy generalne malkontenctwo?
Friday, January 19, 2007
bedziesz tanczyc jak Ci zagram!
juz w marcu!
This is the morning after the night before
I'm laying on my bed and i want more
And if your asking me to stay with you
If you want me here i'll stay with you
I hope you have me have my way wth you
Won't you ask me to lay with you
By the way i wish you would, just ask me
By the way i wish you would, i wish you would
Well come with me, i wish you could, i wish you could,
By the way i wish you would, i wish you would
Be with me
Tuesday, January 16, 2007
the 2 of us
sadzilem, ze po tajemnicy - ktora do wybitnych zaliczam nie ze wzgledu na temat - dlugo przyjdzie mi czekac na film rownie wyjatkowy. sie doczekalem i przedstawiam i polecam: ŹRÓDŁO
brak mi slów. tego filmu sie nie oglada - go sie czuje.
story o ludzkiej bliskości, o milosci, o smierci, o kurwa...
i wszystko do mnie po tym filmie wrocilo...
Lying in my bed, I think of you
That song goes through my head, the one we both knew
In each line lies another line full of sacred sound
But you're outside where the companies dream and the money goes round
Lying in my bed.
Watching my mistakes,
I listen to the band they said that it could be the 2 of us
The snow might fall and write the lines on the silent page
But you're outside making permanent love to the nuclear age
Two silhouettes by the cash machine make a lovers dance
It's a tango for the lonely wives of the business class
Lying in my bed
Watching my mistakes
I listen to the band
Lying in my bed
With nothing much to say so I listen to the man
He said that it could be the 2 of us
I heard you call from across the city through the stereo sound
And so I crawled there sickeningly pretty as the money went round
Lying in my head watching my mistakes
I listen to the band
And the drums beat in my head
Pianos chime the sound in this prison of the house
And as the illness comes again can you hear me through the rain
As I listen to the band?
As I sing the silent song
Mime each lonely word
Please listen to the man he said that it could be the 2 of us
Alone but not lonely, you and me
Alone but loaded........
Monday, January 15, 2007
Wednesday, January 10, 2007
...
i saw you kissing my finger tips with your brite crazy yellow lips...
Friday, January 05, 2007
czego chce w tym roku
- stany w czerwcu 2007
- wytrwać w siłowni
- miec sukces w robo - artystyczny i finansowy
- zacząć w końcu oszczędzać
- gruppen sex - gay min. 7 osób
- zapomniec o ex i pozostawić tę sprawę za sobą, tak aby móc wejść w następny związek bez obciążeń
- miłości wielkiej, namiętnej i dojrzałej
- więcej tolerancji dla innych (np. Rat)
- saturday night fever every day!
- nowych, cennych przyjaźni
- ciała Appolina.
o!
Thursday, January 04, 2007
dinah dinah dinah
niestety nie znalazlem na youtubie. trafilem jednakl na cos rownie dobrego. ladies...
Monday, January 01, 2007
all i need is a little time...
para tu, para tam, para za rogiem, para przedemna, za mna, pary wszedzie. musze przyznac ze to bardzo mily widok jednak nie dla mnie na te noc.
no nic to. wybila 12 i musialem sie sciskac z heterykami.
ehh...
juz myslalem, ze to by bylo na tyle tego wieczoru, skoncze drina i do domu lecz slysze:
- what's up warsaw!!!!?

oniemialem.
niemal boski i do tego z takim glosem, ze ciary mialem wszedzie.
on skonczyl, ja sie upilem i do domu.
oraz: postanowienia noworoczne sa.





