Friday, March 30, 2007

czytac od dolu...

taka dola.
:]

________________________________________
From: Adam
Sent: Friday, March 30, 2007 4:40 PM
To: 'ania148@vp.pl'
Cc: 'Ania Podlewska'
Subject: FW: Kariera

Szanowna Pani;
Bez demo w żaden sposób nie jesteśmy w stanie Pani pomóc.
Jeżeli chce się Pani skontaktować z menadżerem – proszę wybrać menadżerów zespołów, które – w Pani opinii – są najbliższe stylistyce muzycznej jaką Pani preferuje.
Namiary znajdzie Pani na stronach internetowych danego zespołu.
Mam nadzieje, że wyraziłem się jasno.
Życzę powodzenia.


From: ania148@vp.pl
Date: 30 marca 2007 15:15:29 GMT+02:00
To: Adam
Subject: Kariera

Prosze Pana ,ja chce zeby mi Pan tylko odpisal ,jak moge nawiazac wspolprace
z menadzerem lub producentem ,ktory mnie przeslucha.Nie wysle demo do zadnej
firmy ,poniewaz juz pisalam ,co mnie spotykalo ze strony ich pracownikow
,nie chce dluzej byc ponizana ,chce po prostu zaczac kariere w inny, uczciwy
sposob.Nie mam sie wiecej do kogo zwrocic o pomoc.Jesli nie wierzy mi Pan na
slowo ,ze naprawde posiadam talent, wiec napisze Panu - jak moge nie miec
talentu ,skoro posiadam 7-oktawowa skale glosu i potrafie spiewac nawet
opere? Przeciez gdybym nie byla zdolna ,to bym nie pisala ze jestem.Chce
jedynie, zeby pomogl mi Pan skontaktowac sie z kims kto mnie odkryje i
doceni moj talent.Bardzo Pana prosze o pomoc,spiew jest moim prawdziwym
powolaniem ,ale sama niczego nie dokonam.To dla mnie bardzo wazne.Prosze mi
pomoc.


________________________________________
From: Adam
Sent: Friday, March 30, 2007 1:56 PM
To: 'ania148@vp.pl'
Cc: 'Ania Podlewska'
Subject: RE: Kariera

Szanowna Pani;
Bez demo – na którego podstawie będziemy się mogli z Panią zgodzić (lub nie) co do Pani talentu - nie możemy pomóc.

Z pozdrowieniami.



From: ania148@vp.pl
Date: 30 marca 2007 11:47:20 GMT+02:00
To: Adam
Subject: Kariera

Wobec tego ,czy moglby mi Pan podac namiary na takich producentow, ktorzy
moga mnie przesluchac i dac szanse? Prosze ,gdyz nie ma mi wiecej kto pomoc
,a nie chce, zeby moj talent sie zmarnowal.Jesli nie bedzie mi Pan mogl dac
tych namiarow ,to bardzo prosze ,aby przynajmniej odpisal mi Pan ,gdzie i w
jaki sposob moge znalezc sobie menadzera ,bo tylko to jest podstawa.Nie bede
wysylac kolejnego demo ,gdyz kazda wytwornia do ktorej wysylalam kasety
,traktowala mnie nieuczciwie i ciagle klamali ,zdarzalo sie nawet ,ze kasety
ginely.Poza tym ,ja mieszkam w bloku i nie mam w ogole warunkow ,zeby
nagrywac demo i tak wiele razy sie staralam i zostalam zlekcewazona ,pomimo
,ze piosenki wykonywalam na najwyzsym swiatowym poziomie.Nie chce wiecej juz
byc tak traktowana.Dlatego prosze Pana o pomoc ,aby mi Pan pomogl i doradzil
mi ,jak mam znalezc menadzera, gdyz sama ,pomimo mojego talentu ,nigdy nie
zdolam sobie poradzic.Czekam na Pana odpowiedz.Pozdrawiam.



From: Adam
Sent: Friday, March 30, 2007 10:55 AM
To: 'ania148@vp.
Subject: FW: Kariera
Importance: High

Jeżeli chce Pani zaśpiewać przed producentem muzycznym – proszę się z takowym skontaktować bezpośrednio.
A&R nie zajmuje się CASTINGAMI. Jeżeli jest Pani zainteresowana wydaniem płyty proszę o przesłanie swojego demo – tylko na tej podstawie podejmujemy decyzje.

Z poważaniem,



From: ania148@vp.pl
Date: 29 marca 2007 18:40:41 GMT+02:00
To: Adam@
Subject: Kariera

Prosze Pana ,ja nie mam na mysli castingu, po prostu czytalam w wielu
czasopismach i slyszalam wiele razy ,ze niektore dzisiejsze gwiazdy zaczely
kariery od zaspiewania na zywo przed producentem muzycznym ,po czym ,jesli
byli zdolni ,od razu podpisywali kontrakt plytowy.Nadal nie odpowiedzial Pan
na moje pytanie-dlaczego uwaza Pan ,ze jest niemozliwe przesluchanie kogos
naprawde zdolnego.Czy to kwestia braku wiary w czyjs talent ,czy moze to
tylko USA jest krajem w ktorym takie nietrudne przeciez rozwiazania sa
mozliwe? Bardzo prosze ,aby Pan szczerze odpowiedzial na moje
pytanie.Pozdrawiam.

From: Adam
Sent: Thursday, March 29, 2007 5:46 PM
To: 'ania148@vp.pl'
Subject: FW: Kariera

Szanowna Pani;
Nie przeprowadzamy castingów na wokalistki!

Z pozdrowieniami,


From: ania148@vp.pl
Date: 29 marca 2007 17:29:13 GMT+02:00
To: biuro@
Subject: Kariera

Dzien dobry, czy moze mi Pan odpisac,jaka istnieje przeszkoda ,abym mogla
wystapic przed producentem muzycznym i zaspiewac na zywo,aby mnie oceniono i
ewentualnie dano mi szanse? Wiem ,ze nie istnieje taka mozliwosc, ale chce
sie dowiedziec wlasciwie dlaczego nie.Bardzo Pana prosze o szczera odpowiedz
na moje pytanie.Ja wiem,ze posiadam wielki talent.

Thursday, March 29, 2007

Chcemy bliskości, chcemy odrębności

Pragniemy miłości. Potrzebujemy więzi z innymi, dążymy do kontaktu, do zespolenia. Tęsknimy za odczuwaniem bliskości. A zarazem chcemy zachować poczucie odrębności, samowystarczalności. Powstaje wewnętrzny konflikt, który wyznacza dynamikę związku. Chcemy być blisko, a zaraz szukamy samotności.
Razem czy osobno?

Zawieszeni pomiędzy tymi magnesami przybliżamy się raz do jednego, raz do drugiego krańca. To naturalny ruch. Gorzej, kiedy rozwiązanie tego wewnętrznego konfliktu przybiera karykaturalną postać. I to na wiele sposobów. Możemy postrzegać związek niemalże jako więzienie: "Będzie mi mówił, co mam robić; nie będę od nikogo zależna!". Albo z lęku przed ujawnieniem swoich głęboko skrywanych cech możemy myśleć: "Gdyby mnie bliżej poznała i zobaczyła, jaki jestem naprawdę, od razu by mnie porzuciła�. W konsekwencji w ogóle nie wchodzimy w związki.

Istnieje też inny scenariusz. Owszem, budujemy więź, ale na grząskich podstawach. Wchodzimy w związek z lęku - przed samotnością, przed niezaspokojeniem potrzeby bezpieczeństwa. Wtedy przestaje być istotne, jaki to partner, ważne, że jest dostępny. "Bądź przy mnie przez cały czas" - mówimy. Jednak łatwo powstaje błędne koło: lęk - potrzeba ukojenia - niezaspokojenie - jeszcze większy lęk. Druga opcja to traktowanie związku w kategoriach rynkowych. Partner staje się pociągającą zdobyczą zawierającą zestaw atrakcyjnych właściwości. W tym przypadku również nie piszemy sobie happy endu.

Na szczęście możemy realizować potrzebę więzi bez uszczerbku dla poczucia własnej autonomii. Jak? Przede wszystkim przez uświadomienie sobie, co dla nas oznacza potrzeba bliskości oraz wolności. Czy rozumiemy wolność bardziej jako zupełną dowolność działania czy raczej jako zdolność dokonywania wyboru, również na rzecz wartości, jaką jest bliskość? Czym jest bliskość: wyłącznie zrzucaniem ubrania czy również zrzucaniem masek, kiedy już nic nie udajemy i pozwalamy się zaakceptować?

Odkrywanie siebie wymaga odwagi, bo wiąże się z ryzykiem odrzucenia i zranienia. Pomaga zaufanie i wzajemne dzielenie się swymi autentycznymi myślami i uczuciami. "Jestem gotów powiedzieć ci o swoich uczuciach, pragnieniach, obawach i jestem gotów usłyszeć, jak ty ich doświadczasz". Takie nastawienie to klucz do odczuwania bliskości.

Wygląda na to, że punktem odniesienia w relacji jest postawa, w której każdy ma indywidualną przestrzeń (zainteresowania, znajomych, chwile samotności), oraz wspólną, która tworzy przestrzeń MY. Ważne, by granice tych obszarów były wynikiem uzgodnień dwóch stron w związku. Wówczas mamy szansę zintegrowania obu potrzeb - bliskości i odrębności.
Ludzie nie potrafią już tak łatwo iść na kompromis, wybaczać sobie wzajemnie, tolerować nawyki. Przeszkadza im niezakręcona tubka pasty, skarpetki zostawione na środku pokoju, niedomknięta szafa. Tymczasem właśnie drobne, codzienne nieporozumienia, jeśli sensownie je ukierunkujemy, mogą być wręcz przejawem naszego zdrowia psychicznego.
Tak twierdzi francuski socjolog Jean-Claude Kaufmann. Trzeba tylko sobie uświadomić, że wspólne życie nieuchronnie prowadzi do nieporozumień. Na początku związku, twierdzi Kaufmann w wywiadzie dla miesięcznika "Psychologies", nie zauważamy tych drobnych rys, negujemy niedociągnięcia, jesteśmy bardziej skoncentrowani na drugim człowieku, odkrywaniu go i akceptacji. To również faza testów, co komu wolno, jak daleko można się posunąć. Początek sporów i podenerowanie działaniami partnera to sygnał, że w procesie, jakim jest każdy związek dwojga ludzi, zaczynają się pojawiać zakłócenia. W tym momencie im bardziej intymna jest relacja, tym większe ryzyko irytacji. Napięcia nikną, gdy para znowu się dopasuje, zaakceptuje.
W późniejszej fazie związku negatywne emocje dadzą o sobie znać tylko wtedy gdy stan niezadowolenia z postępowania drugiej osoby będzie się utrzymywał. Według Kaufmanna ważne jest, by zdać sobie sprawę, czym sami denerwujemy partnera, i mówić, czym on denerwuje nas. Nawet ostre spory dobrze robią, gdyż tym, co zabija miłość, jest to, o czym się milczy.
Receptę na powodzenie relacji damsko-męskiej spróbowali podać psychologowie brytyjscy. Z badań opublikowanych w "Journal of Psychology and Social Psychology" wysnuli wniosek, że gwarancją udanego związku jest umiejętność odczuwania szczerej radości, gdy bliskiej nam osobie się powiedzie. Radość i duma z sukcesu jest często jedynie udziałem rodziców zadowolonych z osiągnięć dziecka. Okazuje się bowiem, że tak naprawdę bardzo często, będąc w związku, jesteśmy skoncentrowani sami na sobie. A to, co robi druga osoba, niewiele nas obchodzi.

Wednesday, March 21, 2007

do momentu

aż mi nie minie sluchamy MUCH.

przeokrutnie sie wkręciłem i słuchać przestać demo(!!!) nie mogę wiec wyobrazić sobie możecie co sie będzie działo jak płyta po masterze brzmieć bedzie :]
a jutro herbatka u Zdzisi.

Tuesday, March 20, 2007

Meshell Ndegeocello

Wkurza mnie gdy kru podsyła płyty do przesłuchania o których zapewne nie wiem i pojęcia nie mam że istnieją.
Bo w przerażającej ilości przypadków racje ma i zazwyczaj kopara opada mi już po pierwszym odsłuchu.
W tej 'wojnie' na fajną muzę przegrywam z kretesem.
fuck!
no ale młodszy znacznie jestem - wiec mam jeszcze lata na słuchanie - nie?

Monday, March 19, 2007

Sunday, March 18, 2007

Rubik to bezczelna koscielna agitacjia dla niedojebanych. Juz po kilku minutach jego występu, pozium cukru spadł mi tak dramatycznie nisko, że nie byłem w stanie podniesć szczęki z podłogi która opadła gdy chór spiewał "nie zdradzaj żony, nie zdradzaj męża".
Straszne. Pióra w dupie mandaryny i generalnie cale jej SHOW przyćmiewają jej braki wokalne. A u rubika nie ma nic. Żadnego ptk zaczepienia aby móc powiedzieć że cos w tym jest. Gówno nie ma nic.
A na dodatek, najańszy bilet na koncert w kongresowej kosztuje 120 pln. Sala była pełna. Od początku roku Rubik zagrał w pałacu już 6, wyprzedanych (sic!) koncertów.
Może trzeba ludziom oficjalnie mówić że są idiotami?
Po rubiku - Muchy (www.myspace.com/muchyband). Koncercik w trójce przerażająco słaby. Musiałem zachowywać sie jak dupek z wytwórni mówiąc że mają potencjał etc tyle że chce ich jeszcze zobaczyć na jakieś dużej sztuce.
Szkoda - mam już dla nich 2 duże festiwale i kontrakt w ręku - ale się nie popisali. Pozatym chciałbym popracować sobie z jakimś rockowym bandem. No chociaż z much basistą... ;]
A po Muchach - Renton.(www.myspace.com/rentonrox). Dobrze śpiewający wokalista w obcisłym, różowym podkoszulku i nie głupie, energetyczne granie.
Po koncertowym wieczorze - najebka w kulturze.
w trakcie uslyszalem timberlejka ktorego nie znałem, a który okazał się być nie timberlejkiem co mi kompletnie nie przeszkadza bo już zdążyłem sie zakochać, i przy goleniu spiewam sobie to:

Robin Thicke - Lost Without You

Friday, March 16, 2007

pan poczeka - jak znajde chwile to pana przyjme.

1. pojechałem i kupa. Jedny plus to to, że Tomkowa smycz - wreszcie - zaczyna mnie uwierać.
2. wrociłem - chciałem pogadać. wyszło, że 'material ulegl zmeczeniu'

Ad1. dostalem smsa: "...jak trochę pomyślisz, czemu sie z tobą kontaktuje i czemu jestem taki nachalny, to może zaskoczysz na właściwy bieg myślenia prymitywie..."
Ad2. zadzwonił telefon: "...myśle o Tobie..."

i staram się zrozumieć, i staram się zaskoczyć.
i nie kumam.
ktoś podpowie?
nagroda będzie...
bleh.

zapowiada się...

A Little bit of love... ;]

This is the way you left me, i'm not pretending. No hope, no love, no glory, no Happy Ending. This is the way that we love, like it's forever. To live the rest of our life, but not together...
:]

buhahahahahahaha....

"Na okładce "Do Not Disturb..." kanapa, muzyka płynie, zamykamy oczy, relax. Autor kompilacji - Adam Lesik (?!) - musi być zafascynowany kobietami (... :] ...). Stina Nordenstam, Roisin Murphy, Masha Qrella, Cat Power, Mika Urbaniak, Novika i Maria Peszek. Czasami lekko eksperymentalnie, czasami przebojowo. Tytuł oddaje sens. Nie przeszkadzać, nie rozmawiać - teraz słuchamy. Wzorcowa składanka chilloutowa. "


ehh - pismaki.


Wiosna przyszła wiec w niedziele coroczny wypad do fryzjera w Kazimierzu a dziś coś kompletnie mega. Nigdy nie byłem na regularnym koncercie Ich Troje, Virgin, Dody czy Mandaryny. Owszem widzialo sie jeden czy dwa numery na Opolu czy w Sopocie, ale po tym nie da sie skumać czemu plebs sie na ich muze łapie.
A że bardzo nie lubie czegoś nie rozumieć wiec dziś koncert Rubika. Piotra Rubika.
Na pewno bedę wstrząśnięty...

Wednesday, March 14, 2007

wiosna wiosna....

no dobrze. zadzwonil, poslal pare smsow ktorych kompletnie rozumiem.
w fali nocnej najebki i rozpaczy po jego telefonach wykonalem telefon do kru i karoli i jak sobie teraz o tym wszystkim przypomne to mam morala.
ehhh i blehhh...
a z okazji wiosny bardzo proszzzz:

na fulla oczywiscie.

Sunday, March 11, 2007

a na imie mu....

sobiezarazkurwajegomacwłebstrzele!!!

Friday, March 09, 2007

Facet !!! Nie przegiety, wiedzacy czego chce od zycia, widzacy i ceniacy innych, a nie tylko samego siebie....
Nie lubie sciemniania - jezeli cos pisze to ma to sens i taki jestem... nie boje sie wyrazac swojego zdania czy opinii - nawet jezeli jest ona w jakims temacie malo popularna....
Moze najpierw cos o mnie:
- poukladany facet, wiedzacy czego chce od zycia, majacy pasje i cele i wytrwale do nich dazacy
- wyglad - cyferki sa, przystojny - ale to rzecz gustu, silny i zwinny - nie paker !!
- nie jestem przegiety, nie spedzam wieczorow w knajpach gejowskich a dni w centrach handlowych...
- uwielbiam aktywnie spedzac czas (choc np. nie lubie silowni) - kocham gory, wspinanie, plywanie, narty, zeglowanie, basen, rower, dlugie piesze wycieczki i wszystko co troche szalone... :)
- jestem wariatem w pozytywnym tego slowa znaczeniu, nie miewam jesiennych depresji bo kazdy dzien daje mi duzo enrgii - generalnie energiczny ze mnie facet :)
- wiem co chce osiagnac w zyciu, wiem co chialbym zbudowac z druga osoba, wiem co znaczy byc z druga osoba, nauczylem sie iz zycie to nie branie, ale przede wszystkim dawanie.. W zwiazku jest to moim zdaniem bardzo istotne, czuc bliskosc drugiej osoby i widzec ze jest u mego boku szczesliwa... To jest to !!!
- potrafie rozmawiac z ludzmi, potrafie sluchac... moze dlatego mam duza grupe przyjaciol ktorym bezgranicznie ufam i ktorzy ufaja mi. Podstawowa cecha - szczerosc !!! To masz jak w banku...
- sex - oczywiscie ze bardz lubie, ale nie szukam do sexu !!
Ok - moze starczy, wiecej prywatnie, teraz cos o Tobie :)
- poukladany z jakims pomyslem na zycie, majacy cele, pasje, zainteresowania...
- nie lubie ludzi nieszczerych, niewiedzacych czego chca, nieznosze zdrady, skokow w bok, itp.
- gwarantuje zero przegiecia i tego tez oczekuje. Kazdy idzie przez zycie wedlug swojego pomyslu i niczego nie chce krytykowac.. Ale mi podobaja sie faceci z krwi i kosci , a nie przegiete lale...
- fajnie jezeli lubisz sport i aktywne spedzanie czasu...
- coz tu mozna wiecej napisac - kazdy z nas ma jakis tam swoj ideal - mi podobaja sie np. wysocy bruneci, zarost na twarzy, torsie, ladne miesnie hehe... :) Ale co tu duzo gadac - uczucie to nie wyglad, zachowanie, sex, zapach, rozmowa... Do jednej osoby cos czujemy, do innej nie... i juz :)

Ok - tyle wystarczy. Nie gryze, nie jestem chamem, postaram sie odpisac w miare mozliwosci na kazda wiadomosc...
Kogo szukam?
Faceta z jajami !! Wygladajacego jak mezczyzna i zachowujacego sie jak mezczyzna...
Jakich facetow lubie? Na pewno szczerych i wiedzacych czego chca... Lubie wiekszych i masywniej zbudowanych od siebie - ale to nie warunek i nie regula... Jedni mi sie podobaja, inni nie - tak to juz jest...


no rormalnie mnie zatkalo....
:]
zaczalem prowadzic interesujaca konwersacje...
z 27 latkiem...
podoba mi sie.
typ a'la sms: 'mysle o tobie' koniec kropka.
i zabawny.
do tego mialem teatralny tydzien. Miss Hiv, Darkroom a teraz poluje na Kruma, bo Anioly jakos mnie nie kreca.
jak mozna oczekiwac czegos lepszego skoro sie widzialo juz TO a nawet zakupilo droga kupna i namietnie trzymilionyrazy dvd w ciagu ostatniego roku katowalo?
boska meryl.
oraz:
myslicie ze jest cos takiego jak podswiadoma solidarnosc penisow/jajnikow? ze nie wazne co i jak ale to hoop/baba wiec trzymam z nim/nia?

Wednesday, March 07, 2007

ADAM!!!!... Slyszysz Adam... ?:

dam sobie rade...

zawsze daje...
z wiekszym lub miejszym sukcesem, ale daje.
znow wrocilem do ptk zero tyle, ze teraz dostrzegam dno z ktorego mam nadzieje sie szybko odbic.
jak sobie usiadlem na dupie i pomyslalem wczoraj nad tym wszystkim to wyszlo mi ze wcale nie jestem goopi czy slaby, czy cos ze mna nie tak.
poprostu - podswiadomie lokuje swoje milosci i sympatie w egocentrykach.
i tyle.

Tuesday, March 06, 2007

magnifico... um dos meus fados favoritos...

jest mi zle. leci madredeus, jest mi strasznie zle, leci mariza.
ostatnio odkrylem ze fado nierozlacznie zwiazane jest z moim smutkiem. jak ze inaczej. fado to przeciez fatum, los, przeznaczenie.
chyba zrobie taka plyte...

Saturday, March 03, 2007

from now on...


I'll dance alone
But I don't want to move
I'll take a chance
But I don't want to lose
I want to smash
Spend all my cash
I want to run, wild, all night.

I have all this time,
but nothing is mine
I want to go there
But I've already been.

I'll see you around
I'll talk to you, never again.
Never again.
Never again.

Monday, February 26, 2007

Thursday, February 22, 2007

wierzyc chce...

cala noc gadalem z t.
bylo tak jak kiedys. teskni. chce mnie.
nie wiem tylko na jakiej zasadzie. czy leci na przyjaciela czy znowu mamy byc "razem".
jako pani do towarzystwa sie nie nadaje wiec nic nie zrobie az nie bedzie jasne.
no i gadalismy do bialego rana...
tak jak kiedys...
wierzyc chce...

oraz:przepraszam cie karola ze nie bylo nam dane pogadac tak normalnie...

Monday, February 19, 2007

ouch I have lost myself again...


ciezkie decyzje podjete. teraz tylko je w zycie wprowadzic. a pozatym nie dzieje sie nic...
nigdzie.
wielkie zero.
do tego w ostatnim pomocniku psychologicznym wyczytalem ze '...ostatnie stadium to choroba: zespol przewleklego zmeczenia. w zasadzie nieuleczalna, jedynie korygowalna...'
ehhh...
dobrze ze mnie (uwaga trudne slowo) aleksytymia nie dotyczy...
ale to to ja wiem...
na drugie mam przeciez walenrod.
ehhh...
kurwa, kurwa i chooj...

Thursday, February 15, 2007

sluchaj, sluchaj, sluchaj...

tereska

na poczatku grudnia 2004 bylo cholernie zimno.
Pamiętam, ze w sobote rano zaspalem do studia na reklame - wybiegajac z domu zauwazylem, ze pod dzwiami klatki piszczal zziebniety maly psiunio.
wracajac po 4 godzinach do domu – piesek wciąż tam stal, wciąż piszczal i strasznie trzasl się z zimna.
no to przeciez nie zostawie takiego czegos tego…
wziąłem do domu, nakarmiłem, rozwiesiłem kartki po klatkach ze jeśli ktomus zapodzial się pies maly to znajdzie go w lokalu pod 15stka.
pierwsza noc spędziliśmy razem. Maly pies jak to maly pies, sra. do tego Tereska zygala. to musialem te gowna sprzątać. zygi zreszta tez. pochylam się nad zygiem wiec, patrze – a te zygi się wija i ruszaja…
bleh…
no ma Tereska robale…
nastepnego dnia weterynarz, antybiotyki, i 2 miesiace u mnie była. tomek na jej punkcie oszalal.
niestety musialem ja oddac bo rady nie dawalem a ona sama w domu caly dzien to slabo…
oddalem nieznajomym którzy ostatnimi czasy moimi znajomymi znow się stali i podesłali to co poniżej…
Tereske.
ehhh…

Monday, February 12, 2007

Sunday, February 11, 2007

te jebane walentynki...

najlepszego maly..


...I'll always be by your side
Even when you're down and out...

zwiąż mnie

'zwiaz mnie' jest na pradze, przy legendarnym juz 'skladzie butelek' . w starej, przedwojennej kamienicy, na 2 pietrze wchodzisz do jednego z najbardziej niesamowitych miejsc w stolycy. bardzo offowi barmani, bardzo offowe towarzystwo, bardzo offowe piwo przez ktore mialem rano jeden z najwiekszych headake'ów ever! musialem wziac ketonal...
anyway - wszystko bardzo off tylko muza taka:

dlatego mi sie podobalo ;]
pozniej wyladowalismy w tombie. mielem tam wyrwe - ohh i ahh - ale sexu z nim nie bylo...
gdy slonce bylo nas niebie juz wrocilem do domu i poszedlem spac.
caly czas snil mi sie tomek i ryczalem przez sen.
fuck!

Saturday, February 10, 2007

Frida Örn - Release Me

i am a growing force without the motion,
a glass of water longing for the ocean,
i am the fire burning desperately,
but you're controlling me,
release me,
release me..

a teraz powiedzcie mi dlaczego ludzie wola sluchac eski niz tego wlasnie?

bo ja nie rozumiem...

Friday, February 09, 2007

krysia? tu mowi marysia...

'sciero - po robocie przyjezdzaj do centrum, popromujemy sie w zlotych tarasach' subtelnie smsuje do szczura w polowie dnia roboczego, kiedy to wszyscy normalni pracownicy wyczekuja konca pracy, a jedynie prezesi robia sobie day-off jeszcze przed day-on.
szczur na haslo:
- lanserka,
- centrum handlowe,
- zakupy
dostaje jakiegos kosmicznego przyspieszenia, bo zanim dostalem raport dostarczenia wiadomosci juz w inboxie mialem od niego odpowiedz ze ok, ze bedzie i o 17 czekac mam na niego na metro centrum.
no zobacz... a z przed lustra w domu na haslo - szybciej bo sie spoznimy - nie reaguje tak predko. nawet wolami go od 'lustereczko powiedz przecie' nie odciagniesz.
przed 17. wpada artystka ktora tyle o mnie slyszala, poznac chce, i rozsiada sie taka jazzowa blondi, przerywajac moja kolejna, giegieową, fascynujaca rozmowe z miloscia moja najwieksza na dzien dzisiejszy nieodwzajemiona niestety.
slodkie te ta te ktore w nieopisany wrecz sposob lechta moje ego, ciagnie sie i ciagnie. mija 17sta. w trakcie pisze do szczura ze sie spoznie i niech czeka na mnie w kulturalnej.
po meetingu jeszcze obowiazkowe wyjscie na zarcie z jedynym kumatym kolesiem w kayaxie - gdzie wylewamy sobie frustracje dnia dzisiejszego - ale o tym napisze kiedy indziej bo to o czym za chwile przeczytacie, bo to co sie za chwile dziac bedzie to normalnie nie wiem.
no nie wiem.
przerwa na reklame:

bardzo fajny numer ktorego wczesniej nie znalem.


z rozwiana grzywa, z kwiatami we wlosach ktore potargal wiatr, pedze do szczura, po oblodzonej, zabloconej warszawie, mijajac po drodze takiego policjanta, ze z wrazenia az dostalem zadyszki i doslownie przy nim musialem sie zatrzymac i tchu zlapac.
nastepnym razem to sie o niego opre, albo chociaz omskne tak niechcacy o jego palke. no bo przeciez nie zemdleje z nadzieja na cucenie metoda usta usta... (nie...?)
anyway - jestem juz pod palacem. uspokajam serce bo te biegi przelajowe przeciez czlowieka wykonczyc moga i wchodze do kulturalnej.
zamieram.
widze milosc moja najwieksza na dzien dzisiejszy nieodwzajemiona niestety, ktora adoruje mi te sciere z ktora mieszkam pod jednym dachem.
ja juz nie bede wspominal o talerzach tych samych z ktorych jemy, o srajtasmie ktora uzywamy z tej samej rolki!!!, o wspolnej pascie do zebow, o tym ze zabral mi wszystkie moje skarpetki bo wygladaly tak jak jego (czarne kurwa, czarne!!!) i ja boso chodze, ani o tym, ze mu takie pyszne obiady 'jak u mamy' gotuje... (ostatnio byl gulasz polski na winie - czyli taki miraz jaki zaliczyla maria nasza polska skodowska z messieur curie - tele ze kulinarny. goraco polecam - szczegolnie przedawkowac z winem).
no i stoje jak wtyry w przejsciu. patrze i uwierzyc nie moglem. serce to mi tak zaczelo byc i tak mi cisnienie skoczylo, ze zzielenialem ze zlosci tak jak boski eric bana w hulku albo i jeszcze gorzej...
najpierw dojzala mnie sciera szczurowa, dajac znaka milosci mojej najwiekszej na dzien dzisiejszy nieodwzajemionej niestety, ze jestem.
tamten sie obejzal i c u d o w n i e usmiechna - co zauwazyl nawet szczur i mi to zakomunikowal pozniej - liczac ze do lask wroci ale co to to nie bo ten usmiech to byla ostatnia rzecz jaka zapamiata z tego swiata odchodzac w meczarniach tak okrutnych ze pisac o nich nie moge bo tak okrutne meczanie sa te.
zobaczylem wiec usmiech ten c u d o w n y ,doprowadzilem sie do jakotakiego wygladu i stanu i podchodze jakby nigdy nic.
okazalo sie, ze przypadek rzadzi swiatem i milosc moja zakomunikowala ze czeka na swoja randke. ja zero reakcji. pozniej szczur powiedzial ze jak wszedl do cafe to tamten juz tam byl bo na jakiegos kumpla czeka.
no i teraz w komentarzach prosze o odpowiedz na pytanie:
- dlaczego szczurowi powiedzial ze na kumpla czeka a mi ze na rande?
no dziewczyny... przeanalizujmy temat... ;]
no dobra.
szybko sie zwinelismy i poszlismy sie ze szczurem lansowac w najwiekszym centrum handlowym w polsce o ktorym zrobili program na discovery. wprostbosky dostanie slinotoku i wyjsc nie bedzie chcial jak zobaczy ten dach, co ewe pewnie ucieszy bo wreszcie po sklepach pochodzi sobie z nieograniczonym limitem czasowym ;]
oraz wszem i wobec polecam wszystkim moj ulubiony ciuchland w stolycy (chyba jedyny w kraju). www.pullandbear.com
oraz:
piosenka dla T.
w niej jest wszystko.
ehhh...


oraz:
w nastepnej notce napisze o mojej najnowszej milosci ze stacji metro kabaty, oraz bedzie update sexualny, bo zamierzam przeleciec w ten weekend takiego jednego, co przeleciec chce od dawna juz ale nie bylo okazji.
tym bardziej ze szczur go mial juz...
sciera jedna.

ładne?

wyczekuje momentu kiedy szczerze powiem sobie, ze kocham i jestem kochany...

Sunday, February 04, 2007

I gotta shake you off.

p/s
na takiej plazy juz bylem. dzis znalazlem sloik z kamienami z plazy i muszelkami jakie mi przywozil...
czasami tez zbieralismy je sami.
do tego w szafie w lazience ciagle lezy jego szczoteczka.
ehhh..
minal rok.
a ja ciagle jestem taki sam.
happy anniversary.

kaziu - zakochaj sie!

szczur jak wiecie zapodaje tylko i wylacznie polskie songi. czasami mam ochote go udusic a czasami jak zagra to mi kopara opada. ja sie na tym nie znam a on wylapuje z radio te nowe, slodkie songi produkowane przez naszych rodzimych.
jako lacznik moj z tym co plebs slucha, szczur daje rade.
np. to co ponizej. w zyciu bym na to sam nie trafil.
a tu prosz...
podoba MISIE...
tandetne - ale podoba MISIE...


mowie wam - jak sie zakocham to pojedziemy sobie wszyscy nad morze. nad takie prawdziwe. raczej w rejony creamfield jakie z M. zaliczylem niz te z 3city... i pojedziemy i bedziemy tak sobie jak kaska lezec, i tak do siebie mowic.
czego sobie i wam zycze... bardzo, bardzo, bardzo...

nie tak, nie tak, nie tak, nie tak miało być miły...

strasznie duze chodniki w tej warszawie mamy... odleglosc od jednego kraweznika do drugiego to jakies 10 metrow a przez srodek to nawet jeszcze tory tramwajowe po chodnikach biegna... tylko sciera szczurowa sie zachowac nie potrafi i tak oto do domu wraca:



a to przeciez ja mialem sie tak zalatwic. nie on...
moze next time.
cala noc z kruderem w utopii interesujaca. i niech mi juz nikt nie mowi ze na niego lece bo oszaleje.
oraz:
w uto mowia ze ze szczurem wygladamy razem jak para z czteroletnim stazem ;]
ehh te goopie, pijane cioty. co one wiedza. jednak musze przyznac ze milo sie ze szczurem na ich oczach obsciskuje. grzeje sie w jego blasku ha ha ha.
oraz:
byl sex...
and i swear... - zgadnijcie jak kolega mial na imie... oszalec mozna. 80% pedalow w tym jebanym kraju ma jedno imie! jak pojade do stanow to znajac moje szczescie spotkam jakiegos toma... kurwajegomac!

Saturday, February 03, 2007

I may be mad, I may be blind, I may be viciously unkind...

Powiadają, że pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot.
I tak: Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało: - Pobawmy się w chowanego!
Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:
- W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryję sobie oczy i powoli zacznę liczyć do miliona.

W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć.
Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.

Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesoło, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.
Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć.
Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano.
Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogo innego.
Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.

- Raz, dwa, trzy - zaczęło liczyć Szaleństwo.
Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień.
Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen!
Na sam szczyt najwyższego drzewa.
Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca,
gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół: krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla - w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności.
W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca.
Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego.
Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć, wskoczyli w sam środek wulkanu.
Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.
Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć
Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca.
W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.
- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo
i dziarsko zabrało się do szukania.
Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo.
Chwilę potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem.
W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania.
Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu.
Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os.
Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawem i w ten sposób znalazło Piękność.
Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć.
W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: Talent wśród świeżych ziół, Smutek - w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego.
Do znalezienia pozostała tylko Miłość.
Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik.
Patykiem zaczęło odgarniać gałązki...
Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu.
Stało się prawdziwe nieszczęście!
Różane kolce zraniły Miłość w oczy.
Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.
I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.

Friday, February 02, 2007

witam i witrażam


to ostatnia rzecz jaka zrobilem dla poprzedniej mojej firmy. wypuscili to teraz a lud jak to lud - zachwycony, ochy i achy same...
no coz... c'est moi!
a w niedziele rocznica.
z tej okazji znow otarlem sie o geniusz wrecz i w sobotnia noc chlam do nieprzytomnosci. chlam tak duzo i tak wszystko, ze niedziele cala przespie wiec o niczym myslec mogl nie bede - jedynie o kacu.
ehhh drugi...
gdyby nobla dawali za praktyczne pomysly sadze ze moglbym byc jego laureatem - czyz nie?
w robo nowym jest c u d o w n i e...
panstwo kupuja najblizsze numery przekroju a beda wiedziec why... ;] dotego dochodzi mozliwosc wreszcie wypchania sobie portfela do granic nieprzyzwoitosci wrecz wiec narzekac nie bede.
jak na amerykanskich filmach - robie to co lubie, jak lubie, wychodze sobie na spacer w srodku dnia, przychodze kiedy chce, wychodze kiedy chce i mi jeszcze za to placa.
chociaz to mi sie w zyciu udalo i Panu Bogu za to dziekuje...

bo panstwo chyba nie wiecie ze z dniem 1 lutego 2007 oficjalnie z kayaxem wspolpracowac zaczela prezna, sexowna i jakze dynamiczna firma Morph MUSIC - tak samo fajna jak piosenka w tle ;]
no i firma ta - procz tego ze prezna, sexowna i jakze dynamiczna - odwazna jest i kumata do tego wszystkiego, a jej prezes to jeszcze bardziej prezny jest i sexowny to juz tak ze wow nad wowy.
w grudniu pogadal on sobie najpierw a po rozmowie uwiezyl w artyste jednego, na ktorego pluja wszyscy tak jak na ich troje i powiedzial wszystkim zeby ryzykowac. do tego wymyslil jeszcze 'egzotyczny duecik' i oto to co z tego wyszlo :]
ile wlosow prezez przez to stracil to nie wspomne ale zabawa byla. wiec sie prezes cieszy i czeka na wyniki sprzedazy.
oraz:
prezes sie troche denerwuje bo w przed ostatniej swojej firmie wymyslil projekt taki, za co laury branzy zebral lecz sie nie sprzedalo...

oczywiscie prezes sie wszystkimi promo & marketing activities tego projektu nie zajmowal bo z firmy przed premiera odszedl do konkurencji i tym prezes tlumaczy mizerna sprzedaz 3600 egzemplazy...
bo jakby sie zajal i robota szarpna to by sukces byl... !

Sunday, January 28, 2007

tell him i'll be waiting in the usual place...

siedze w tramwaju przyklejony czolem do szyby patrzac na snieg co sypie sie na miasto wielkimi platkami.
powoli, bez pospiechu, nie ma nikogo, w tramwaju, na dworze...
tylko noc, wielki bialy snieg i jimmy, ktory czaruje te noc.
i tak bardzo bym chcial zebys poczul to co ja...
i tak bardzo chcialbym cie dotknac, nic nie mowic, trzymac za reke i czuc ze jestes...
tak bardzo...

bzzzzzzyyyyyyyyyy bzzzzzzzzyyyyyyy bzzzzzzzyyyyyyy

po mojej przygodzie z kamieniami w nerkach chylinska ochrzcila mnie mianem jej ulubionego rockmana.
no i stalo sie...
przypomnialem sobie moje szalone zycie na warszawskich juwenaliach, na krakowskich rockotekach, koncery kultu i kazika, t.love, a takze moja stara ksywe CELINA - bo nikt jak ja kochani nie darl ryja przy tym najwiekszym chyba offowym przeboju staszewskiego.
w sobote trafilem do CDQ (musze Was tam zabrac) na koncert poznanskiego zespolu MUCHY...
co ja wam bede mowil... szalalem jak szmata pod scena (pogowalem?), rzucalem grzywa w te i w tamte i spocilem sie jak dzika swinia.
no bo jak inaczej gdy tak:

wydam ich!!!

oraz:
a ten basista.... ehhh... ;]

Thursday, January 25, 2007

confesion of passive gay for saturday night

!!! i'm gonna ride on the white horse !!!

Monday, January 22, 2007

czy slyszysz jak tam daleko...

zaczynam powoli wchodzic w kryzys.
szefowa chce jeszcze bardziej smutno i bardziej sexi. ja przy tym co juz zaproponowalem do tej pory otwieram zestaw samobojcy z zyletkami i sznurem do lasu gratis, a jej malo...
wiec siedze, szukam, slucham, rozumiem.
i z kazdym dniem jest gorzej.
udaje, ze mnie nie bierze. ze sie trzymam. i nie wazne, ze ostatnio moja playlista to tylko i wylacznie takie oto sobie granie...... albo takie...

na walentynki kupie sobie fiolke prozaku, valeriane albo jakies cos i przespie to...
i rocznice zreszta tez.

teraz popatrz jak mnie nie ma, może zrobi ci się nie dobrze...

************************************************
nie wiem czy to byl sen czy jawa. w sumie cos niby pamietam, nie moment, nie sytuacje. mam w glowie echo wypowiedzi z przed lat - mojej albo kogos - ze fatum moim na zycie cale bedzie imie tomek...
************************************************

ladujemy w toronto.
pytam po co?... czemu nie gdzies indziej? czy z kims sie umowil i jesli tak to czemu ja mam cierpiec?. przeciez pamieta chyba co tam graja, jak graja i kto tam przychodzi...
szczur jedyne co ma do powiedzenia na moje zale to te swoje idiotyczne oj tam, oj tam...
dochodzimy.
dyskretne przywitanie z barmanem... - musze to zakonczyc - zamawiamy piwo - szczur znika w tlumie, ja siedze w rogu sali - niech mnie nie widza, niech sie nie ocieraja...
wypilem swoje piwo - szczura nie ma - zamawiam nastepne. patrze na nich. jacy sa. nie z wygladu. staram sie zobaczyc cos wiecej z ich twarzy. jacy sa. szczesliwi, zadowoleni, pogodzeni, smutni?
smutni.
nawet pary sa smutne. solisci zerkaja na wszystkich obok, pary rowniez. przygnebiajacy widok. jakbym te piwo zamienil na wodke. do dna - od razu - znieczulic sie natychmiastowo.
podchodzi szczur i szepcze. sweet_potato tu jest...


************************************************
spotkalismy sie we wrzesniu jakos. 3 lata temu. w knajpie duzo ludzi. przy stole naszym kilka grup. on w jednej, ja w innej. siedzial na samym koncu. najdalej jak to tylko mozna sobie wyobrazic.
zerkalismy na siebie i tyle..
kolejne spotkanie w grupach pare tygodni pozniej.
jest.
zaczelismy rozmawiac. sie zaczelo.
w tym samym czasie gloria mowi ze znalazla mi faceta. ze fajny, zlosliwy, wpadajacy w chamstwo wrecz i musze go uteperowac.
kto to pytam?
jakis 20 latek z 3miasta... ale fajny...
ze sweetem spotykalem sie jakies 2 miesiace. niegdy nic sobie nie powiedzielismy oficjalnie.
ale na pierwszy dzien swiat grudniowych przyjechal do mnie.
spedzilismy ze soba caly tydzien. planowalismy sylwestra w le ma.
w sylwestra zapadl sie pod ziemie. przestal odbierac telefony, nie odpowiadal na smsy. 2 dni bez odpowiedzi. postanowilem ze 3 nie bedzie.
trudno.
zaczalem rozmawiac z 20latkiem z 3city.
po paru pierwszych tygodniach 2004r. Rozmawiam z koniem-poprostu-koniem. mowi ze slaby jestem bo wyrywam zajetego kolesia.
- yyyy ???
- no tak - przeciez Tomek (Sweet_Potato) ma kolesia. koles byl w stanach przez chwile ale na poczatku roku wrocil do polski.
opadla mi kopara. ale co tam - jest inny tomek - fajny - tyle ze daleko.
sweet pozniej probowal wrocic. przepraszal, proponowal...
nie bylo mozliwosci - oficjalnie bylem z 20latkiem z 3city juz.
***********************************************

poszlismy ze szczurem na parkiet. dojzalem go - nic sie nie zmienil. t
duzo do mnie na tym parkiecie powrocilo. duzo za duzo.
musialem zmienic lokal - od razu. natychmiast.
taxi i do utopi.
....
banalnie isc do niego/do mnie i go zerznac ?
a moze cos z tego by udalo sie sklecic...
pytam wiec czy da mi swoj numer telefonu.
daje nuemr, podaje reke i sie przedstawai:
- tak btw na imie mam Tomek...

i podchodzi szczur...
i zabiera mnie do domu.

oraz: ...pójdziemy ze sobą powoli obok do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo bez słowa i snu w zachwycie nocą a bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością...

Saturday, January 20, 2007

cipa, wał, nudziarz, tetryk, introwertyk, bez jajowiec, cieć i emocjonalna pijawka

nie kumam cip. cipa jedna wielka jest taki szczur.
wlasnie sobie zdalem sprawe ze NIC, ale kompletnie NIC, mnie z nim nie laczy. nie mamy wspolnych zainteresowan, z trudem znajdujemy temat do pogadania, a gdy juz jakis znajdziemy to zazwyczaj dotyczy on osob trzecich, jacy to oni sa i po co... mi sie srac chce na to, a on sie w tym lubuje...
pozatym zastanawiam sie na ile szczur mnie hamuje. mentalnie i egzystencjonalnie. taki bezwlad intelektualno-rozrywkowy, taka ogolna szczura inercja jest kurewsko meczaca.
gdyby nie robil za sprzataczke w mieszkaniu dawno bym go eksmitowal.
a moze przestac nad tym rozmyslac i zaczac nazywac nasze relacje ze szczurem po imieniu?
pan i ukrainka...

ehhh - marazm mnie jakis ogarna. dodatkowo siadlem sobie na dupie i zastanowilem sie nad calascia znajomosci z kruderem. subiektywnie wyszlo mi, ze pasywa tu sa o wiele wieksze niz aktywa co mnie jakos nie kreci wiec zaczynam byc bardzo oschly i niemily wrecz...
pamietam jak kiedys dostajac zaproszenie na slub od znajomych powiedzialem ze niestety mnie nie bedzie bo ide do kina... - ok, moze troche mocno -ale chiciaz zapewnilem sobie swiety spokoj. to samo wprowadze w te relacje, bo swiety spokoj prosze panstwa zaczynam sobie cenic najbardziej...
starosc, jesienna deprecha czy generalne malkontenctwo?

Friday, January 19, 2007

bedziesz tanczyc jak Ci zagram!

oj bedziesz bedziesz... ;]
juz w marcu!


This is the morning after the night before
I'm laying on my bed and i want more
And if your asking me to stay with you
If you want me here i'll stay with you
I hope you have me have my way wth you
Won't you ask me to lay with you
By the way i wish you would, just ask me

By the way i wish you would, i wish you would
Well come with me, i wish you could, i wish you could,
By the way i wish you would, i wish you would
Be with me

Tuesday, January 16, 2007

i po hooj ogladalem to zrodlo...
i po hooj slucham suede'a na przemian z antonym...
i po hooj jest cos takiego jak google earth...
i po hooj wogóle...

the 2 of us

sadzilem, ze po tajemnicy - ktora do wybitnych zaliczam nie ze wzgledu na temat - dlugo przyjdzie mi czekac na film rownie wyjatkowy.
sie doczekalem i przedstawiam i polecam: ŹRÓDŁO
brak mi slów. tego filmu sie nie oglada - go sie czuje.
story o ludzkiej bliskości, o milosci, o smierci, o kurwa...

i wszystko do mnie po tym filmie wrocilo...

Lying in my bed, I think of you
That song goes through my head, the one we both knew
In each line lies another line full of sacred sound
But you're outside where the companies dream and the money goes round

Lying in my bed.
Watching my mistakes,
I listen to the band they said that it could be the 2 of us

The snow might fall and write the lines on the silent page
But you're outside making permanent love to the nuclear age
Two silhouettes by the cash machine make a lovers dance
It's a tango for the lonely wives of the business class

Lying in my bed
Watching my mistakes
I listen to the band
Lying in my bed
With nothing much to say so I listen to the man
He said that it could be the 2 of us

I heard you call from across the city through the stereo sound
And so I crawled there sickeningly pretty as the money went round

Lying in my head watching my mistakes
I listen to the band
And the drums beat in my head
Pianos chime the sound in this prison of the house
And as the illness comes again can you hear me through the rain
As I listen to the band?
As I sing the silent song
Mime each lonely word
Please listen to the man he said that it could be the 2 of us

Alone but not lonely, you and me
Alone but loaded........

Monday, January 15, 2007

Wednesday, January 10, 2007

...

maybe instead, i'll write of all of the dreams i had last night, while you were sleeping and dreaming and feeling and sckeming. i saw beatiful thing, i saw a blue moon kissed by orange stars dancing in the land of wishes quite far.
i saw you kissing my finger tips with your brite crazy yellow lips...

Friday, January 05, 2007

czego chce w tym roku

- spotkac kogos, gdzie po pierwszej randce - bez seksu - nie będę się mógł doczekać następnej
- stany w czerwcu 2007
- wytrwać w siłowni
- miec sukces w robo - artystyczny i finansowy
- zacząć w końcu oszczędzać
- gruppen sex - gay min. 7 osób
- zapomniec o ex i pozostawić tę sprawę za sobą, tak aby móc wejść w następny związek bez obciążeń
- miłości wielkiej, namiętnej i dojrzałej
- więcej tolerancji dla innych (np. Rat)
- saturday night fever every day!
- nowych, cennych przyjaźni
- ciała Appolina.

o!

Thursday, January 04, 2007

dinah dinah dinah

jest taki kawalek wielkiej Dinah 'drinkin' again'. chcialem go zapodac w odpowiedzi na pytanie - co tam u mnie...
niestety nie znalazlem na youtubie. trafilem jednakl na cos rownie dobrego. ladies...


Monday, January 01, 2007

all i need is a little time...

nigdy wiecej nie pojde solo na gejowskiego sylwestra.
para tu, para tam, para za rogiem, para przedemna, za mna, pary wszedzie. musze przyznac ze to bardzo mily widok jednak nie dla mnie na te noc.
no nic to. wybila 12 i musialem sie sciskac z heterykami.
ehh...
juz myslalem, ze to by bylo na tyle tego wieczoru, skoncze drina i do domu lecz slysze:
- what's up warsaw!!!!?

oniemialem.
niemal boski i do tego z takim glosem, ze ciary mialem wszedzie.
on skonczyl, ja sie upilem i do domu.
oraz: postanowienia noworoczne sa.

Sunday, December 31, 2006

zyczenia na 2007:

;]

failure...?

ok - it was a first time i've decided to go to the finnish bath. and to be honest with you it was a very, very traumatic experience.
just imagine...
you picked up a guy, after a small conversation about nothing, finally you allow him to do everything what you want him to do with your dick.
you feel that he likes it and you know that you're in good hands (won't mention about his mouth and tongue ;).
ok - after that you feel that you want more. decided to go to a place without the audience and started to fuck him.
is great. he's hot, tight and very, very wet. in the meantime another guy is open the door, geting into the room and started to lick you.
i'm excited. guys are ok. both know what to do to makes you happy and... now the adventure starting.
i'm fucking a nice young guy (let's call him 1st), 2nd one is sucking the 1st one.
everything looks good.
suddenly, the first guy go before me...
bumbling sth that i can't understand and swoon right before my knees. he punched his head on the floor so strong that i thought that he broked his neck.
i freeze...
told to 2nd one to bring him some cold water and started to revive the 1st one.
it was about 2 minutes. i couldn't to revive him. slaped his face some many times and nothing. didn't know what to do... finally 2nd one back to the room with glass and cold water helped.
when he woked up i asked is everything ok - can you breath and all those stuff.
was ok.
uff - coldn't fuck anything after sth like this. went to the bar.
now remember - when i'm saying that i'm absolutely good fucker - it's truth.
people revive... ;]
but the preachify is:
do not use a popers if u don't know how it works!!!
p/s
after all and a couple of beers i was so nervous but had to fuck sht.
called 2nd one and we started to dance.
p/s2
don't have to tell you that it was a first and the last time for me in the place like this...

Saturday, December 30, 2006

haahahahahahahahahaaa

lata w tv reklamowka audiosms zachecajaca do sprawdzenia coz to cie czeka w nadchodzacym. jakas wyjebana w kosmos wrozka ma byc gwarantem prawdziwosci przeslanych smsow za jedyne 10pln + vat.
10 PLN !!!???
no nie bedziemy sie okradac.
siadlem wiec na dupie i poszukalem na sieci.
no i tak:
22 października słońce wchodzi przerażone w znak Skorpiona.
dzieci urodzone w tym czasie są pozornie grzeczne i pogodne, acz kopią wilcze doły, zastawiają pułapki i sypią truciznę do placka ze śliwkami.
po zabawach w doktora, już w wieku niemowlęcym, współżyją z gosposią lub wujkiem. wyrastają szybko, od maleństwa nauczone terroryzować otoczenie i wyruszają w świat.
sprytny do granic dobrego smaku, wszędobylski wpychalski, ma energii średniej wielkości oddziału tatarskiego. jest tym, czym chce rozmówca. nigdy nie mówi tego co myśli. słucha i gromadzi materiały obciążające innych. niewyżyty - seksualnie, wije się oblizując lubieżnie, najchętniej wokół mężów i kochanków najbliższych. chory z ambicji zamiast się doskonalić, nienawidzi lepszych od siebie. o ile ktoś daje się wykorzystywać ma zapewniony pozorny spokój. skorpion wyciśnie każdą cytrynę, a potem w najlepszym wypadku wyrzuci, a nie rozdepcze. sądzi innych według siebie, wiec jest niezwykle nieufny. noce spędza wyjąc z bezsilnej złości, że nie może wykorzystać wszystkich istniejących mężczyzn to tylko z braku czasu.
do tego jeżeli jakiś mężczyzna z paskudnym uśmiechem uszczypnie zalotnie przechodząc staruszkę, zakonnicę a nawet suczkę, możemy by pewni, że jest to skorpion. jego popęd seksualny równy jest jego wredności. próbuje zawsze, przegrywa rzadko. nie przepuści nikomu. jego cała energia skoncentrowana jest na seksie. nie kieruje się żadnymi kryteriami ani estetycznymi, ani psychicznymi. osobowość wybitnie schizofreniczna. potrafi utrzymać 5 równoległych romansów na powierzchni 20 metrów kwadratowych. ipatrzona ofiara nie ma żadnych szans. największy aktor wśród wszystkich znaków Zodiaku, potrafi być Ghandim, Kaligulą i Kaczorem Donaldem w zależności od potrzeby. cały ten wysiłek ma jeden cel. klapa ofiar choćby na pięć minut. w interesach trzyma tylko z silniejszymi. nie ma przyjaciół. czego nie załatwią mu mężczyźni, załatwią ich żony. myśli tylko o sobie i sobą jest zachwycony. sam bardzo złośliwy i brutalny nie zapomina choćby najmniejszej zniewagi. Czeka latami, żeby się zemścić za jakiś drobiazg. interesujące jest to, że gotów jest zabić siebie, żeby choć drasnąć kogoś, kogo nie lubi.
jest twardy, podejrzliwy, zamknięty w sobie i niezwykle pamiętliwy. nie warto z nim zaczynać, zemści się za każdą drobnostkę. od żony wymaga nadzwyczajnych wyczynów seksualnych, chociaż zwykle ma parę kochanek. jego obsesją jest 100% lojalność partnerki. dla siebie wyznacza inne normy. jego władczość, specyficzny chłód i zamknięcie w sobie są wyjątkowo męczące na dłuższą metę, tym bardziej, że nie można go ani wzruszyć, ani oszukać tak zwanymi kobiecymi sztuczkami. trzeba bardzo uważac, bo urażony staje się bardzo niebezpieczny i bezwzględny.

jeszcze teraz znalesc co mnie czeka ;]

nie az taka wielka

profanacja... ?

w porownaniu z tym co Mary zrobila z U2 przy ich udziale zreszta...

czyz nie?

yes yes yes

Aktualny odtwórca Jamesa Bonda - Daniel Craig namawia producentów serii na to, aby w kolejnym filmie pojawiła się ...gejowska scena miłosna. Miałby w niej uczestniczyć sam Bond.
Aktor tak komentuje te informacje: "Czemu nie? Myślę, że w dzisiejszych czasach zostałoby to zaakceptowane. Na przykład popatrzcie na serial Doctor Who (popularny w Wielkiej Brytanii) - były w nim takie sceny i nikt nawet nie mrugnął okiem".
Craig dodał , że chętnie wystąpi przed kamerami całkowicie nago po to, aby zadowolić zarówno damską, jak i przychylną mu część męskiej publiczności.
W tej sytuacji pozostaje nam tylko lczyć na przychylność producentów wobec pomysłu i czekać 2 lata na premierę kolejnego filmu o Bondzie.

pemanentna ejakujacja.

Friday, December 29, 2006

'... mlodziutki, drobny, chlopiecy i kruczowlosy ben whishaw laczy w doskonalej proporcji pozor niewinnosci i nieswiadomosci z odsesyjnym spojrzeniem. doprawdy, trudno nie pasc przed nim na kolana'.

juz sobie wyobrazam mojego ulubionego krtytyka gdy pada na kolana i...
ehh... :]
oraz: TR Warszawa: w przygotowaniu są Anioły w Ameryce Tony'ego Kushnera w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego (premiera w lutym 2007).
no - to pojawila sie pierwsza rzecz na ktora czekam w 2007.

podsumowania nie bedzie. bo tak naprawde nic sie az tak duzego nie ukazalo. jedynie zwrocilo uwage.
np. taka joanna newsom ktora przesluchalem za namowa. polecam. matthew herbert nagral bardzo romantyczny scale i utwierdzil swoja pozycje w moim subiektywnym topie najlepszych obecnie na rynku. yo la tengo wyslapili w dziewczynach z gilmore (i tu od razu powiem, ze nie zdazylem sobie kupic 6 sezonu na dvd bo dzicy przed swietami wykupili - jednak sie okazalo ze cala partia jaka warner wystawil na rynek z grudniowa premiera byla wadliwa wiec teraz przyjmuja zwroty a nowy shipout 6 czesci bedzie pod koniec stycznia - to sie nazywa sprawiedliwosc!).
generalnie w zagranicy to byl rok nie plyt jako calosci ale pojedynczych numerow. procz wymieninych wyzej nie bylo nie bylo zadnego nowego antonego czy roisin - jako calosci ktora rozlozyla by mnie na lopaty. byly 2 fajne powroty (archive i jego lights oraz mary j. blige). o polakach nie pisze bo... ;]
w kinie Brokeback Mountain i dlugo dlugo nic.
i tyle.
jak tak siadlem na dupie i zrobilem sobie bilans 2006 to mi wyszlo na zero. rowne zero. bo w zawodzie to mam wreszcie to, co i gdzie zawsze chcialem, a w prywacie, no coz... :]
ehhh.... go to sleep may your sweet dreams come true... czego sobie i panstwu bardzo zycze.

Thursday, December 28, 2006

beda zakwasy...

bodek meczy bule od miesiecy. wykupil nawet karnety. wczoraj zadzwonil z ryjem ze juz 4 wizyty nam przepadly i ble ble ble...
zlapal cisnienie na good looking jakies przed zeniaczka chyba. probowalem go namowic ze moze piwo albo cos zjesc bysmy poszli.
nic z tego.
wiec dobra...
pojde. sie poprawie troche.
a pozniej sauna...
;]

na chwile jedna

voila.
wczoraj wypilem 3/4 litra wodki.
sam.
doris tylko patrzyla.
nie mowila nawet za duzo tylko sluchala. czasami dodawala wiele mowiace 'ale zes sie najebal...'. generalnie jednak z pelnym poswieceniem sluchala co mialem do powiedzenia, a ze mialem gadane to do dopiero o 6 rano zakomunikowala ze idziemy spac.
bo mialem wczoraj jeden z tych dni, gdy wiesz ze pic chcesz, mozesz i nic ci rano nie bedzie.
aby bylo sprawiedliwie dodam jednak ze takich dni w ostatnich 2 tygodniach jest wysyp wielki :]
ale to nic.
pragne co poniektorych uspokoic - od wodki sie czlowiek szybko nie uzalenia. pozatym tez tej wodki tak duzo nie pije. zawsze jest u mnie wino (a raczej bylo... ups) albo szczura piwo w lodowce (...ups2.).
bedzie trzebra uzupelnic spizarnie :]
zdrowie wasze:
oraz:
fajne foty:

aha - nie - zyczen nie bylo... hahahahahaa

what can i say...

"(...)according to a backstage interview with Entertainment Tonight, Mariah has already begun work on her next studio album, which is expected for release sometime during spring 2007."

Tuesday, December 19, 2006

all i want for x mass is...

ide kupic prezenty.
w empiku nie kupuje bo skurwieli nie lubie. wierny jestem traficowi. wchodze wiec z zamiarem zostawiania im swoich ciezko zarobionych, a tam kto mi wyje z glosnika o tym czego to jedynego dziwka chce na swieta?
ni hooja - nie dam zarobic.
spadam - moze obczaje empik. po wkurwie tylko i wylacznie.
im tez kasy nie zostawilem.
jest tyle swiatecznych zygow, emi wydalo nawet box 4plytowy aby plebs mogl sie palowac. ciezko sie pytam zapodac cos innego na glosniki w sklepie? moze byc nawet i superorginalny wham!
do tego ludzie rozplemili sie przed swietami jak zaraza. wszedzie wszystkich pelno. nie mam na to sily.
wale dzis te swieta. wale dzis te prezenty.
spadam na chate. wskocze do tesco po mojego ulubionego ostanio z cola i bede mial to wszystko w d. na dzisiejszy wieczor.

oraz: try this as well.

Sunday, December 17, 2006

biorac pod uwage wydarzenie z samego rana, caly dzien bylem w stanie nieprzysiadalnym - bez kija nie podchodz.
szczur to wyczul chyba i sie zastosowal zastawiajac mnie na cala sobote samego.
no i co robic... przeciez sprzatal nie bede...
nie spie od 5.08, czas sie dluzy niemilosiernie. nuda nuda i wzrok na telefon ktory mowi do mnie zadzwon, zadzwon, wes mnie do reki i to zrob...
dobra - moze usne. tyle tylko, ze co zasypiam to snie. oczywiscie zamiast bycia moim ulubionym supekbohaterem z x mena w wersji male, plywania jako delfin, bycia tarzanem z pieknym jonem zamiast jane u boku i inne wymyslne historie - snie tylko o jednym. i budze sie od razu, wkurwiony jeszcze bardziej.
i nagle - i kompletnie niespodziewanie dostaje obiawienia. przeciez dzis sobota. przeciez mielismy isc pic. przeciez jak sie spotkamy to sie uchlam do nieprzytomnosci, wytancze, wybawie, zapomne - no i moze porucham.
ustawiamy sie na wieczor.
no a co robic przez ten czas? czym odgonic od siebie mysli?
wiem!!! i jak klasyczna ciotka pognalem na zakupy.
kupilem 3 ksiazki, rozne kremy, zele, olejki zapachowe, odswierzacze powietrza, swieczki, cisnieniomierz, wino, kawy rozne...
zero konkretow, zadnych spodni, butow etc.
same... hmmm... gadzety.
nie zdazylem sie obejzec a wybila 20.

szczur o wyjsciu powinien byc poinformowany ok 2 miesiace przed, aby w spokoju mogl przebierac i dobierac majtki jakie ma zalozyc, spodnie (ktore przeciez te majtki zakryja - no ale nic nie mowie...), podkoszulki, umyc zeby i kazdy por na swym ciele, a co najwazniejsze wyzelowac i wymodelowac KAZDY wlos na swojej glowie...
slownie kazdy...
oddzielnie...
i jak mu mowie szybciej szczurze...
myszko...
tomus pospiesz sie...
tomek...
tomasz...
kurwa jego mac ile bedziesz tam siedzial???
to on na wszystko odpowieda, ze wlasnie konczy i juz za chwile bedzie gotowy.
do kulturalnej lecimy spoznieni.
kaska, popijajac martini (bo kaska nie pija nic co kosztuje mniej niz 100 zeta za butelke) czeka na nas - o dziwo cierpliwie. bez zbednych kurtuazji zaczynamy pic.
po godzinie dojezdza marzena a o 24:00 zaczyna sie wielkie swieto - szczura urodziny.
mielismy w planach wizyte w wielu miejscach tej nocy. skonczylo sie na starterze w cafe i balowaniu do samego rana w uto.
ehh - co to byly za balety... wyrywanie, alko, homo calowanie na parkiecie, alko, macanki, alko, cacanki, alko...
a dzis ktos ma kaca...
moralnego...
i najwieksza niespodzianka wieczoru ???
ten ktos to nie ja... ;]

Saturday, December 16, 2006

Thursday, December 14, 2006

siadaj i rycz...

chyba zaczynam sie powoli przekonywac do pomyslu z dwiema plytami. najmocniejsze lozkowe heartbreakery i gorace party prosto z utopijnego danceflooru.
na razie jest gotowy passive.
i jest very...
very...
very...
great!

Wednesday, December 13, 2006

endless tears and forever joy to feel most every feeling forever more...

czasami spotkasz ludzia na widok ktorego wszystko ci od razu dretwieje (yhmmm...), oddech w piersi zamiera i gotowy/a jestes zrobic wszystko czego sobie zapragnie - mowie o sexie oczywiscie.
wiec gdy spotkalem to zrobilem nawet wiecej niz sie spodziewalem, ze zrobic jestem w stanie.
hmmm...

Holding Back the Years

szefowa zmienila dzis koncepcje. z imprezy musze robic heartbreakera, bo ciezko tym ciotom w zyciu zycie cale, to dajmy im pigule po ktorej za sznurek chwyca, do lasu pojda i na pierwszej lepszej ulge sobie w cierpieniu przyniosa...
sciagnalem wiec do robo posilki w osobie k. i zaczelismy wymyslac czym to ciotki sie paluja gdy im ciezko i zle...
pelno wskakuje najpiekniejszych lez wyciskaczy ...ever! ale antonyego, madredeusa czy the geantle ways dac nie mozemy bo za trudne i za bardzo dla kumatych, a przeciez te polskie glucho-tępe kurwy tego nie zrozumieją.
trzeba lajtowo, ale na poziomie. zaczelismy od santany i jej niesmiertelnego '...przyjdz i przytul mnie do siebie, zmaz z pamieci kazda zdrade...'. i takiego poziomu trzymac sie postanowilismy.
po znalezieniu odwowiadajacych numerow a do tego przesluchaniu kilkudziesieciu innych mniej odpowiadajacych ale takich - no wiecie - wow! - zastanawiam sie czy sie upic czy kupic prozac.
ehhh... ta (szczegolnie ta) robota mnie wykonczy...
oraz: na jedno zeszmacenie sobie pozwolilem bo dalem jeden numer moriah scarry. stane na wszystkim na czym stanac moge aby zgode dostac i pierdolne ją na pedalski album z boldem maxymalnym a w booklecie jeszcze dodam pare cieplych slow...
spuszcze dzieki temu troche powietrza z siebie.
a duzo jego jest, bo zauwazylem ostatnio, ze klne jak szefc. a the winner w calym wachlarzu jaki posiadam jest wyraz - kurwa.
kurwa to kurwa tamto.
a co...
oraz2:
nie wiem czy to dostaniecie gdziekolwiek, ale jesli jednak i jakims cudem to koniecznie bierzcie...
ukradnijcie nawet...
warto...

Tuesday, December 12, 2006

wszystko co mnie ostatnimi czasy spotyka, coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, ze w zyciu to mi nic nie wyszlo...
poza wlosami...
kurwa.

Monday, December 11, 2006

rznij sie kurwo, rznij ???

nie wiem ktora okladke wybrac to raz. dwa, ze na nic nie mam czasu, a o chceciach nawet nie wspominam. na pewno musze przestac sie kurwic na potege jak to robie ostatnimi czasy.
pozatym w dalszym ciagu tesknie. a pisze o tym bo w chwili obecnej tomkowa sinusoida dotyczaca poszla bardzo w gore i jestem w momecie gdy wlasnie osiaga szczyt swoich mozliwosci. oczywiscie czekam na jakiegos @, sms czy telefon - oczywiscie pewnie nic z tego... wszyscy wiemy kiedy sie odezwie - prawda?
anyway - sadze, ze jest to wynikiem mojej ostatniej wizyty w 3city. taaak - wreszcie sie tam zjawilem. pomimo tego ze wyjazd jeszcze w czwartek stal pod znakiem zapytania bo niespodziewanie wskoczyl mi w plany wyjazd w kompletnie przeciwnym kierunku - w sensie krakow - to koniec koncow moja noga postala na znienawidzonej ziemi trojmiejskiej.
niebieski kot okazal sie moim ulubionym miejscem w sopocie, a les wlascicielki ... wow ;] soho potwierdzilo opinie moja o najlepszym weekendowym balowaniu tylko tam wlasnie i doszedlem do wniosku ze stary jestem bo towarzystwo 24 latkow - studentow - to kompletnie nie moja bajka. pomimo tego nawet ze jeden ze studenciakow to gay - tak mi niezawodny moj radar podpowiedzial.
lecz spokojnie - kiedy dostalem potwierdzenie na kolejne radara mojego przypuszczenia, ze studencik ten na politechnice siedzi, na dziennych pewnie i jeszcze na dodatek o dzwieku i wszystkim co dzwieku dotyczy sie uczy - zainteresowanie typem tym mi przeszlo bo oto wlasnie zaczalem postrzegac go jako potencjalnego dupka ktory mojego tomka obraca. ehh - slabe to wiem i nawet przykro mi troche za takie mysli swoje - jednak nic na to poradzic JESZCZE nie moge.
o tym, ze nie zostalismy wpuszczeni do gayowskiego klubu pisac nie bede - bo do tej pory sam w to uwierzyc nie moge... nastepnym razem jak sie tam zjawie to obszczam im sciane.
pomimo tego, ze dni te trzy spedzilismy bardzo upojnie - wiekszosc czasu i tak spedzalem na wypatrywaniu t. wsrod tlumu. czy to ma monciaku, w knajpie, skmce... ehhh... taki lajf oto jeszcze.
jesli chodzi o zaprzestanie kurestwa mojego, to koniecznie musze wprowadzic je w zycie.
normalnie mam morala... ;]
oraz:
bardzo cieszy mnie fakt powrotu do cowekendowego updateu imprezowego oddalonego 500 km od wawy...

Friday, December 01, 2006

Saturday, November 25, 2006

do you take it in the ass?

jesli nie wiesz jak zagaic:
- bez zbednych ceregieli...
- bez wymuszonego "te ta te" na poczatku...
- z nadzieja na uzyskanie szybkiej odpowiedzi czy sex bedziesz miec dzis czy nie?
zadaj jedno, sakramentalne pytanie:

Wednesday, November 22, 2006

fuck lazy hours vol 2 - don't buy old shit

no nic nie mowilem, nigdzie nie interweniowalem, gana przy skroni recenzenta nie trzymalem i nie kazalem mu recenzji takiej, o tytule tez takim, pisac...
poprostu - patrze i czytam:
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Title:
F*ck Lazy Hours vol 2 - don't buy old sh*t
Review:
e.m.i. e.m.i. e.m.i.
unlimited edition
with an unlimited supply
that was the only reason
we all had to say goodbye
unlimited supply e.m.i.
there is no reason why e.m.i.
i tell you it was all a frame e.m.i.
they only did it 'cos of fame e.m.i.
i do not need the pressure e.m.i.
i can't stand those useless fools e.m.i.

sex pistols "EMI"...
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

who's da masta madafaka?

Tuesday, November 14, 2006

kurwa - znowu sie zaczyna.
po hooj pisac wciaz o tym samym ? t. to, t. tamto, t. zadzwonil, t. pierdna, t. sie zesral...
t. pierdolna cie w czolo tak ze trzy dni bez muzyki tanczyles... wystarczy!
zamiast uzalac sie nad soba zajmij sie tym r. a jak nie nim to malo drewna w lesie? znajac ciebie to pewnie w odpowiedzi na te hoojowe zaczepki, poslales mu jakiegos idiotycznego maila z zapytaniem o co cho...
a znajac go pewnie nie odpisal...
juz sie nie pytam dlaczego reagujesz. ehhh... ale zapewniam ze jeszcze jedena nota o t. to sam cie jebne tak, ze w powietrzu umrzesz z głodu...
over is over... and over all over.
ok?

Monday, November 13, 2006

You've Got Mail

----------------------------------------------------------
Te osoby szukaly ciebie podczas twojej nieobecnosci:
-mar_car23: sobota, 11 listopad 2006, o godzinie 00:41:37. Czyli d:2, g:0, m:3 temu.
Hej! tu automatyczna sekretarka MN.
Dostales(las) nastepujace wiadomosci:
-mar_car23: sobota, 11 listopad 2006, o godzinie 00:43:01: tesknie odpisz na mejla
-mar_car23: sobota, 11 listopad 2006, o godzinie 00:44:57: debilne informacje sobie oszczedz, to ja dzwonilem - glon.
-mar_car23: sobota, 11 listopad 2006, o godzinie 00:46:27: a wcale nie tesknie tylko glupku dzwonilem do ciebie 1000razy a ty nie odbierasz, poza tym....... oh eh polskie piosenki i kompozycje.
-----------------------------------------------------------

do jakies 3 rano mialem 49 polaczen nieodebranych z numeru prywatnego, a jak wiadomo wszem i wobec takowych nie odbieram. w tym przypadku jednak nie numer prywatny byl powodem ciszy z mojej strony tylko najnormalnieje w swiecie duszenie komara - i choc rano przeszlo mi przez glowe ze to moze t. dzwonil - to jakos nie przywiazywalem wiekszej wagi do tego... ludzie po to wymyslaja np. sekretarki w komie aby z nich korzystac...
ok - to bylo tak zdrowo/rozsadkowo...
a teraz bedzie histerycznie (bo mnie w srodku troche telepie):
niech mi ktos kurwa jak krowie na rowie wytlumaczy, jakim cudem taki ciec przypomina o sobie w momencie kiedy ty juz - na chwile- ale jednak - przestales o nim myslec?
co to jest?
6 zmysl a'la torquemada?
oraz: zadnego @ nie dostalem...
oraz2: sie zaczyna myslowka z -a moze cos sie stalo i pomoc trzeba?...
hejkum kejkum olo ratuj!...

Saturday, November 11, 2006

27

za dnia powiedzialem ze odchodze - ku wielkiemu zaskoczeniu pelen luz i zrozumienie... nie tak jak poprzednio ;]
wieczorem koncert smolika i opijanie jego nowej plyty - no trzeba...
po 2 butelkach wodki na stole pojawia sie urodzinowa zoladkowa - no trzeba...
po koncercie i po zaladkowej - szefowa moja nowa z szefem nowym zreszta tez, przynosi kilka jasiow wedrowniczkow i z okazji wielkich sukcesow jakie przed nami, polewa kazdemu - no trzeba...

dzis jebie alkiem ode mnie caly dzien, a w glowie bije mi chyba drugie serce... w kacikach ust zaschnieta pasta do zebow to prawdopodobnie pozostalosc po nieudanej porannej probie pozbycia sie tego strasznego kapcia z ryja.
oczy mam tak przekrwione, ze trudno rozpoznac kolor teczowek i bola mnie nawet wlosy...
i przez caly dzien powtarzam tylko 'umrzec'.
niniejszym oswiadczam, ze juz nigdy wiecej.
no chyba ze...
ehh... ale w cuda to juz nie wierzymy.

oraz:
koniecznie!

Friday, November 03, 2006

pan r. alias lalunia

od jakiegos czasu mysli moje zaprzataja dwie sprawy.
pierwsza dotyczy mojego odejscia z robo, o czym poinformuje swojego szefa w dniu moich urodzin. szef jest furiat, tagze nie wiem co sie bedzie dzialo... zastanawiam sie jak najdelikatniej mu informacje te sprzedac.
druga dotyczy pana r. ...
pan r. jest zabawny.
pan r. smieje sie z moich zartow i w mig lapie tez o co mi chodzi. pan r. nie jest gwiazda warszawskiego gay society i raczej woli sobie w domu posiedziec niz do tomby sie wybrac - co jest dosyc egzotyczne dla mnie, nie mniej jednak bardzo interesujace...
do tego pan r. ma bardzo rowno pod sufitem i cholernie mi sie podoba.
pan r. zwierzyl sie, ze mnie lubi - nawet bardzo. i od tamtej pory, z dnia na dzien zaczynamy pozwalac sobie na duzo wiecej...
zboczencow rozczaruje bo nie chodzi tu o macanki czy takie tam... mi chodzi o takie werbalno/niewerbalne zachowania ktore czytac nalezy tak a nie inaczej...
wszystko to jest cholernie ekscytujace i bardzo mi sie to zaczyna podobac. oczywiscie nie ma latwo...
lalunia (chodzilo o lole bardziej niz o barbie) - chyba ma faceta. co prawda ten "chyba facet" laluni jest slaby - wiem - poznalem - pogadalem - przyjzalem sie... i do hooja waclawa nie mam zielonogo pojecia czemu oni razem CHYBA ten tego...
no ale co zrobic - skoro sa - to trzeba step back wykonac...
szkoda.

oraz:
jak ja kurwa zrobie podsumowanie 2006 roku na koniec roku to........................................................
oraz2:
na oscar.com wyszlo mi ze moim filmowym odpowiednikiem jest atticus finch z zabic drozda.
gentle, kind, wise and scrupulously honest... dodatkowo jestem pillar of the community i wiem, ze backing drown from a fight is sometimes better than going in swinging.
a na koniec:
- you can't win them all, but you'll know you always did the right thing...
hmmm...
nudzac sie w robo sprawdzilem takze kto jest idealna oscarowa randka dla mnie.
and the winner is leo...
takie polaczenie infiltracji z tytanikiem - a jak sie upije to wychodzi z niego arnie z 'co gryzie gilberta grape'a'.
i jak mi to teraz bedziecie tlumaczyc ?
oraz3:
szczyt sadyzmu?
- a ja wiem kogo zabija w 3 sezonie LOSTu...
(i cisza)





Thursday, October 26, 2006

witamy nowego POLAKA....

Ismail, mama Sulafy, jechała ze spotkania i nagle, przy rondzie ONZ poczuła, że odchodzą jej wody płodowe. Termin porodu miała wyznaczony na 30 października, ale nie chciała iść wcześniej do szpitala, by nie tracić czasu. W domu ma już bowiem piątkę dzieci: trzech synów i dwie córki, którymi musi się zająć.
- Pomyślałam, że jakoś dotrwam do końca - mówi szczęśliwa mama.
Pani motornicza prowadząca tramwaj zachowała zimną krew. Zatrzymała pojazd. Jeden z pasażerów rozłożył na podłodze płaszcz, inny zadzwonił po pogotowie. Pozostali ludzie, by nie krępować rodzącej, wyszli taktownie z tramwaju. Sulafa urodziła się bardzo szybko. Pan z pogotowia, które szybko dotarło na miejsce, odciął pępowinę i zabrał matkę z córką do szpitala.

Tuesday, October 24, 2006

w odtwarzaczu w tym tygodniu

trzy wazne albumy:



pan sie nazywa john mayer - wlasnie wydal kolejny chyba swoj album - nigdy wczesniej nie slyszalem - dostalem - posluchalem - odpadlem - polecam ;]

polska muza ma sie dobrze. nowa dabrowska jest ok - brzmi dla mnie troche jak st. etienne. jednak absolutne mistrzostwo swiata to:

nowa novwika, ktora ukaze sie w najblizszy piatek... baaardzo electro, bardzo na poziomie, baaardzo fajne!


'Coz fallin' in love is tricky
Turns you up side down
Heart takes over from the mind / heart takes over the head
No silly matters can stand in the way
Untill it's time to compromise
Nothing is like it used to be
How come it's a fact that love and freedom
Don't go together and that's the trick of life

no i oczywiscie:


husky - ktorego przedstawiac nie trzeba, a ktory nagral kolejny swietny album 'zgadnij'.

bez banalu... dla slyszacych... ilu z was sobie podspiewywalo dzis tak dobrze mi z toba ?

Thursday, October 19, 2006

- jak masz na imie?
- wieslaw...
- a na drugie?

podobno stalowe magnolie sa klubem gejowskim. kiedy tam szlismy nic o tym nie wiedzialem, a to co zobaczylem na wejsciu tezy tej tez nie potwierdzalo.
co prawda przy wejsciu katem oka zobaczylem jaskis dzwonek, a ze raz - dzwonkow nie tykam, dwa - moze w krakowie taka moda na dzwonki przy wejsciu to i ten mnie nie zainteresowal. zreszta drzwi byly otwarte wiec weszlismy.
w pierwsej sali brzdekal jakis slaby band ze slaba laska o slabym vocalu na vocalu. w drugiej bylo pelno stolikow i full par przy nich. solisci tez sie trafiali ale bez tabliczki w oku gay4gay...
zostajemy. piwo, drugie, trzecie... i nagle zaczynam widziec troche dokladniej...
tych trzech panow dyrektorow, albo na innych stanowiskach tez waznych, z boku za dlugo sie gapia, dwie laski leca z rekoma ku sobie co kompletnie nie przeszkadza kolesiowi ktory siedzi z nimi. on bowiem zajety jest wyrywaniem jednego z dwoch - albo dwoch - whatever- z innego stolika. obok nich taki jeden wow siedzi... generalnie przy kazdym stoliku cos...
pytam sie moich:
- no to jeszcze raz - ktore z was tu wczesniej bylo, tak dobrze sie bawilo, ze postanowil teraz nas tu sciagnac?
(r.? no niech to bedzie r... no niech to bedzie r. - nie byl to r.)
odezwala sie d. wspominajac ostatnia swoja wizyte tu i jak bardzo podobalo sie jej bujanie przy:

podchodzi barmanka - r. zapodaje ze koniec z piwem juz i jedziemy z wodka...
ja wodki nie bardzo (przeciez z rana pogrzeb), wiec lapie sie za longi. czekajac na swoje zamowienie, zachodzi ktos mnie od tylu i mowi, przy wszystkich moich, na glos:
- czesc kochanie...
jaki swiat jest kazdy wie.
maua - ktora cos tam kiedys sie przewinela w moim zyciu, siedzi teraz w krakowie - i w stalowych teraz robi najlepsze driny ever!
kazdy inny, kazdy super i po kazdym na kolejny nowy mialem ochote. po 7 czas na ostatniego i pytam co bedzie teraz ?
- cos tam z czyms tam plus troche czegos, tamto i ogorek kiszony.
- aha - ok - niech bedzie.
mysle, mysle - i na glos przez caly bar - tyyy maaauuua a po hooj ogorek kiszony w moim drinie?
- lod kruszony pijaku... - krzyczy najfajniejsza barmanka zza baru...
a freud na to: ...
oraz:
zapamietalem jeden drink - najprostrzy - ktory mozna sobie w domu latwo, przyjemie i co najwazniejsze samemu:
absolut waniliowy z cola i limonka. nie znam proporcji ale smakuje jak toffi... pycha. w weekend bede go rozpracowywal.
nara.

Sunday, October 15, 2006

tosmy sobie ze szczurem pogadali...

to raz.
dwa, ze w przedpokoju wisi kurtka. wisi ona tam odkad pamietam. biala - nie moja -wiec szczura zapewne. a ze wieszakow na kutrki w przedpokoju ci u nas dostatek to niech sobie wisi co mi tam...
wisi wiec sobie, wisi i wisi...
pytam sie dzis szczura - twoje to?
- nie, myslalem ze twoje...
- no nie moje.
to czyje?

przymierzam...
1. nie dominika bo za duza...
2. nie macka bo za duza...
- nie marka...
3. szczura gachow tez nie...
sprawdzam wiec w myslach kto mogl jeszcze tu u nas kurtke zostawic...
4 NIE...
okazuje sie, ze przed pakowaniem wszystkiego w pudla, pozniejszym ich topieniem, darciem, mieleniem, tluczeniem, cieciem i rytualnym spaleniem na koniec, cos zdolalo sie jednak uchowac.
wisi sobie szmata tak posrodku salonu tyle czasu i zerka...
chyba jej wyjade...
smieszne nie ?

Saturday, October 14, 2006

lost in the ring of ice and fire ;]

widzialem pierwszy odcinek trzeciego sezonu LOST... w wiekszosci cala trojka bedzie prawdopodobnie o tych innych. nosz kurwa... nie minely 2 minuty od czolowki a kopara zdarzyla mi opasc 4 razy... pierwszy jak na ekranie pojawia sie samolot, po nim ten drugi inny od policjanki, zaraz po nim ten pierwszy inny od ciezarnej i na koniec panoramiczne ujecie wyspy z widokiem na...
no tot normalny.
a pamietam jak w jeziorze doris z marcinem dyskutowali na temat lostu. wypieki na twarzy obojga, nerwowe popijanie drinow i mowienie sobie na okragla o tym co, jak, gdzie, a te numery, a ten koles to to, a tamta laska to tamto...
jak publiczna zaserwowala powtorki myslalem ze mnie nie wezmie. a jednak... oczywiescie nie jest tak fajnie jak w 'grze o tron'.
uwaga bede reklamowal... ta ksiazka to muzyczne moloko!!! tu rozdzial konczy sie tak jak kazdy odcinek lostu - 'no jak to kurwa?'.
jak skonczylem pierwszy tom ok 3 nad ranem - nie spalem do rana bo nie mialem pod reka drugiego. byl wywiad z martinem ktory powiedzial ze inspiracja do sagi byla wojna dwoch róż - ehh... ablsolutne wow nad wowy.

oraz:
procz tego co sie bedzie dzialo dalej w loscie a przedewszystkim co sie stanie z ayra - ktora ma naprawde przejebane ale sobie laska radzi tak ze fanem jej wielkim zostalem, lady cathelyn ktora jaja ma wieksze niz caly ten pieprzony rod lannisterow z jammiem na czele, jonem ktory na murze wymiata, krolowa cersei - suka gorsza niz merryl ubierajaca sie u prady, zainteresowal mnie tez przeokrutnie prison break. kiedy w polsce bedzie nie wiem. ale czuje ze bedzie mi sie cholernie podobal...
oraz2:
hit na ten tydzien (nie slyszalem tego wszczesniej hmmm...):


le tigre - deceptacon

Friday, October 13, 2006

ja bym tego zwiazkiem nie nazwal. okreslil bym to bardziej jako ukad, porozumienie, no nawet na upartego wyjechalbym z gentlemen's agreement tyle ze to 'gentlemen' do mnie ani do niego nie pasuje.
od miesiecy paru spotykamy sie wiec w celu... juz nie latam, sie nie kurwie, morala tez juz dlugo nie mialem - dla mnie bomba.
jest tylko jeden problem... on tego ukladem czy tez porozumieniem nie nazwie. no nawet na upartego z gentlemen's agreemet nie wyjedzie... dla niego to normalny, 100%, pelnotlusty zwiazek...

Uffie – Pop The Glock (Ed Banger)

Monday, August 07, 2006